.

.

23 lut 2010

scretchowanie butami na sniegu i fikołki na trzepaku.

Pendulum-Another Planet


zapamiętałam te dźwięki, wiesz?
paliłam wtedy papierosa.
potrafię przypomnieć sobie zapach.
chyba niedługo potem zasnęłam.

the crawl.

byłabym zapomniała:

It takes the pain away
But could not make you stay
it's way too broke to fix
no glue, no bag of tricks

Lay me down, the lie will unfurl
lay me down to crawl.

Your smile would make me sneeze
when we were Siamese
Amazing grace in here
I'd pay to have you near.

Lay me down, the lie will unfurl
lay me down to crawl.

Don't go and lose your face
at some stranger's place
and don't forget to breathe
and pay before you leave

Lay me down, the lie will unfurl
lay me down to crawl.
Lay me down, the lie will unfurl
lay me down to crawl.

placebo - ask for answers

''Sen, który mię trapił w nocy i obudził, był wykładnikiem lęku''
W. Gombrowicz.
rozmyślanie wszystkich opcji.
wszystkie notatki staja się nagle zbyt prywatne, zbyt intymne, by je zapisywać tutaj. odkopałam zeszyt i kreślę myśli godzinami.
bezsenna noc. dwa filmy, ja i zeszyt.
sama sobie zapracowałam no to. nieuwagą.
dwie maszynki skręcające patrzą na mnie z blatu.
no, nie macie co skręcać, a ja nie mam co palić.
nastają ciężkie czasy. ale idzie wiosna.
i to.. to powoduje, że chce do Ciebie przybiec.
że w ogóle mam ochotę biegać.
że otwieram okno, siadam na parapecie i po prostu patrzę. jestem.
czytam bardzo chaotycznie,. jednocześnie Kunderę, Witkacego, Gombrowicza i jeszcze ten romans, którego adaptacja tak bardzo mnie wzruszyła.
muzycznie złagodniałam. tak na wiosnę.
Shostakovich. Placebo. Holiday.
słuchawki na uszy.
spacer.
wiosna.
OBUDŹ SIĘ!
już nie ma 15 stopni na minusie!
wszystko jest tak zmieszane. musiałabym być mistrzem, żeby się w sobie nie pogubić.

crimewave





21 lut 2010

nikotyna


''LewTołstoj twierdzil podobno, że człowiek, który nigdy w życiu swym nie zapalił papierosa, niezdolnym jest do prawdziwej zdbrodni w całym znaczeniu tego słowa.'' S.I.W. 

'ile łyżek cukru trzeba wsypać, żeby dotrzeć do księżyca?'

zapieczętowałam się.
moja dusza nie oddycha, ona pali papierosy.
budzą mnie Twoje pytania.
jutro mija miesiąc.
zakręcam palec wokół nieba i mówię słońcu, by nów bylo gorące.
wtedy letnia sukienka i bose spacery w deszczu.
tak będzie.


nie truję się, by uzyskać doskonałą formę.
moja niedoskonałość mnie uwalnia.
i, choć Ty tego nie zrozumiesz-my obie jesteśmy wolne od takich konwenansów życia. tylko troche na inny sposób. i Ty też to masz.
to nic więcej.
dziwnie się czuję sobie to uprzytamniając.
zaciągam się papierosem z nieswojej resztki tytoniu.
02:46 - okno otwarte na oścież, coś, co przypomina zimę.
długo jeszcze?


kilka godzin do nadejścia senności.
herbata karmelowa. 
jakaś beznadziejna lektura (na Kunderę mam zbyt zmęczone oczy do wpatrywania się w monitor).


nie cieszę się z tego w czym jestem.
poczekam aż wrócę do siebie.
wtedy mój głośny śmiech zagłuszy Twoje puste słowa i nie będzie już o czym rozmawiać.
na razie -
- j e s t e m  g ł o d e m. 
i proszę o nakarmienie, jak ten pajacyk.
ewentualnie przyjdź i mnie zjedz.
pójdziemy na spacer w tych zlodowaciałych warstwach śniegu.
wrócimy.
zrobię Ci herbatę.
zapalimy papierosa. jednego na pół.
będzie wędrował między moimi a Twoimi ustami.
a potem zaśniemy. tak po prostu.


odejdź, to prostu zasnę sama.
nie już tym samym snem, ale trudno.


przecież nie mozna czuć (czyt.mieć) ciepła stojąc boso na śniegu..


Wola Justowska.
[and I just tried to feel some freedom]





19 lut 2010

nancy girl

wszystko uj****e tytoniem. klawiatura laptopa, biurko, książka, zeszyt, świeżo wydrukowane zdjęcie..
złość i adrenalina, która nie ma absolutnie żadnego związku z endorfinami..


WY-STAR-CZA-JĄ-CO źle, żeby jeszcze w dodatku siedzieć w tej psychodelicznie-niewyspanej samotni.


jutro zdjęcia. zobaczymy, zobaczymy.
brakuje mi dźwięku spustu migawki.


-
nie powiem Ci nic, bo jeszcze ktoś przeczyta, a potem pójdą plotki..
dobrej nocy. dobrej nocy, Człowieku.

nieznośna lekkość bytu.



przewróciłam się stojąc.
wytworzyłam wokół siebie strefę, kończy się tam, dokąd sięga dym.
tak to sobie wyobrażam w snach, kiedy jesteśmy kochankami.
wtedy nic, żadna emocja nie musi dalej, poza to pole wyskakiwać, wystawać, kiedy mam Cię tu tak blisko. a w rzeczywistości próbuję Cię zbliżyć tu w każdej chwili, próbuję zatrzymać, próbuję, usiłuję, wypuszczam..
przewracam się w sobie i przysięgnij, że tego nie zauważasz.


''Śniły jej się na przemian trzy serie snów: pierwsza, w której szalały kotki, opowiadała o jej cierpieniach za życia. Druga pokazywała w nieskończonych wariantach obraz jej egzekucji. Trzecia mówiła o jej życiu po śmierci, kiedy poniżenie staje się stanem nieskończonym.
W tych snach nie było niczego do odszyfrowywania. Oskarżenie kierowane pod adresem Tomasza było tak jasne, że mógł tylko milczeć i ze spuszczoną głową gładzić rękę Teresy.
Oprócz tego, że były wymowne, jej sny były również piękne. Okoliczności tej nie dostrzegł Freud w swojej teorii snów. Sen jest nie tylko komunikatem (ewentualnie zaszyfrowanym komunikatem), ale również aktywnością estetyczną, grą wyobraźni, która jest wartością sama w sobie. Sen jest dowodem na to, że fantazja, marzenie o czymś, co się nie wydarzyło, należy do najgłębszych potrzeb człowieka. I tu jest korzeń zdradliwego niebezpieczeństwa snów. Gdyby sen nie był piękny, można by o nim szybko zapomnieć. A tymczasem Teresa wciąż powracała w myślach do swych snów, powtarzała je sobie w duchu, przemieniała w legendy. Tomasz żył pod hipnotycznym czarem męczącego piękna snów Teresy.
— Tereso, Teresko, dokąd mi odchodzisz? Przecież ty codziennie śnisz o śmierci, jak gdybyś naprawdę chciała odejść... – mówił jej, kiedy siedzieli koło siebie w kawiarni.
Był dzień, rozum i wola znów miały władzę. Kropelka czerwonego wina powoli ściekała po ściance kieliszka, a Teresa mówiła:
— Tomasz, to nie moja wina. Przecież ja wszystko rozumiem. Ja wiem, że mnie kochasz. Wiem, że te niewierności to nie jest żadna tragedia...
Patrzyła na niego z miłością, ale bała się nocy, która przyjdzie, bała się swoich snów. Jej życie rozpołowiło się. Walczyły o nią dzień z nocą.''
Milan Kundera ''Nieznośna lekkość bytu''. 

16 lut 2010

herbata, bielizna, spacer w bieli, 622, bonobo, i skrecarka do tytoniu.

herbata zielone o smaku cytrynowym.
posciel, cala w tytoniu.

moj pies tarzajacy sie w sniegu.
bialy powrot do domu.
'czujesz? czujesz ten smak?'
oblizywanie ust.
powrot do domu.