.

.

14 mar 2010

teraźniejszość.


''To Ty. Oczy zamknięte, stoisz pośrodku deszczu. Nigdy nie myślałaś, że będziesz robić coś takiego. Nigdy nie wyobrażałaś sobie siebie jako... Nie wiem jak to opisać. Jako jednego z tych, którzy lubią patrzeć w księżyc, albo tych, co spedzają godziny wpatrując się w fale lub zachód słońca... Myślę, że wiesz, o jakim typie ludzi mówię. A może nie. W każdym razie podoba Ci się to i tak: walczyć z zimnem, czuć jak woda przepływa przez Twoją bluzkę i dostaje się aż do Twojej skóry. I dotyk ziemi rosnącej miękko pod Twoimi stopami i zapach. I dźwięk kropli deszczu uderzających o liście. O wszystkim tym mówili w kśiążkach, ale Ty nie czytałaś. To Ty. Kto by zgadł? Ty.''



"Teraźniejszość jest jak rana - chyba żeby zapełnić ją rozkoszą.'' S.I.W.

11 mar 2010

love HIM madly.

na każdym drzewie naklejam inne Twoje zdjęcie wycięte, wybrane z mojej pamięci.
oglądam się z każdym z tych drzew. najdłużej patrzę na to, na którym śpisz, najkrócej, na którym się śmiejesz.
potem zamykam oczy i wbrew wszystkim zasadom budzę się. budzę się w świecie pełnym Twoich słów.
niemych. 
one są tylko w mojej głowie.


8 mar 2010

Kothbiro.

pozwolę wiośnie dojrzeć,a potem zmienię się w wiecznie naładowaną maszynę.
mam nadzieję, że życie da mi na to szansę. przynajmniej ostatni raz.
przez pół godziny patrzyłam na dziecięcy wiatraczek przy czyimś balkonie, który kręcił się na wietrze.
myśląc o tym wszystkim bardzo chciałam, żeby się zatrzymał. żeby wszystko się zatrzymało, dało mi odpocząć, pomyśleć, ułożyć sobie wszystko to, na co nie mam czasu.
jutrzejszy dzień może się okazać najtrudniejszym w moim życiu.

7 mar 2010

marzec już.

po prostu usiąść i napisać. Twoje imię napisane gdzieś tam w środku tekstu najpierw wywołuje uśmiech, a potem oczy stają się szerzej otwarte i okolice mostka i przepony zaczyna wypełniać powoli strach.
przypomniałam sobie koniec wiosny, a lata początek sprzed kilku dobrych lat. patrząc z dzisiejszej perspektywy byłam wtedy jeszcze dzieckiem, słońce mocno paliło prosto w twarz i odbijało się od tych kolorowych murów ceglanych pokrytych graffiti.
patrzyłam wtedy na Niego i ściągałam z Jego czarnej koszulki babie lato.
mój mózg wyłożony jest kolcami, na które wciąż nabijają się moje myśli, coraz głupsze pomysły, coraz gorsze rozwiązania. 
znowu zaczęłam się bać ciemności, jak w dzieciństwie. wzory na zasłonach zamieniają się w złowrogie twarze, a płaszcz wiszący na drzwiach jest nagle drżącą postacią. drzwi, które były zamknięte są nagle uchylone, a łyżka leży z lewej strony kubka, mimo, że herbatę mieszałam prawą ręką.
boję się jednak najbardziej tego, co siedzi we mnie. ma martwe oczy.
może panikuję, choć to nie w moim stylu; ale i tak dziś rano nie przyszedł do mnie ratunek.
jutro rano też pewnie nie przyjdzie.






królicza agresja.
















fragmenty mojego osobistego bajzlu.


6 mar 2010

'nigdy' jest obietnicą.


nie starczyło mi siły na wybaczenie Ci tego, jak bardzo byłeś nieuważny.
sobie też. jak bardzo byliśmy nieuważni.
kiedy zamykam oczy widzę Twoje, szaroniebieskie i moje, szaroniebieskie. czy trzecia para tez mogłaby być szaroniebieska?
tylko o tych kolorach myślę, jak gdyby nic innego nie było ważne.
obmyślam też zażycie silnych leków.
nie myślę o rzucaniu się z okna, pod pociąg, ani tym bardziej o rozmowie z Tobą.
boje się Twojego wzroku, boję się Twoich słów.
czy byłbyś agresywny? na pewno byłbyś wściekły.
pozostała mi nadzieja, że nie będę musiała z Tobą przeprowadzać takiej rozmowy.
albo silne leki.