.

.

16 mar 2010

spheres of fury



gdzie się spotkaliśmy?
zrzuciłam swoje grafitowe buty i wsiąkałam w miękkie trawy, w jakieś żółte zboże, pamiętasz?
pamiętasz jak czekałam? pamiętasz jak chciałam, żebyś przyszedł.
mimo to moje oczy co chwilę wołały, żebyś zniknął. więc je zamykałam, bo moje dłonie i usta Cię wołały.
i Byłeś.
gdzie się spotkamy znowu?
czy wiesz, że płaczę, kiedy On patrzy na mnie przez odbicie w lustrze, Jego oczy wyrażają pogardę, pomyłkę, a potem odwraca się i uśmiecha, jakbym nie widziała tego wcześniejszego spojrzenia, przytula mnie, wodzi nosem i ustami po moim ciele, potem przytula się do moich pleców, mruczy, zasypia.

15 mar 2010


niczego mnie nie nauczyła.
spogląda na mnie spod mrużonych powiek, udaje, że śpi, ale przecież inaczej oddycha.
przechodzę dalej, udaję, że staram się jej nie obudzić, chodzę niemal na palcach, a na końcu trzaskam złośliwe drzwiami. staję bosymi stopami na chłodnym i brudnym kamieniu schodów i odpalam papierosa. zaciągam się i oglądam ślady farb rękach. zamykam oczy i jestem tam. wychodzą z bramy, śmieją się, dotykają, ledwo zauważalnie, świecą, jakby byli nafosforyzowani endorfinami i feromonami. ledwie przestali być dziećmi, już zaczęli się bawić. nie widzą mnie, bo po co mieli by mnie widzieć, o mało się o mnie nie potykają. żegnam ich wzrokiem, a potem otwieram oczy i strzepuję popiół z papierosa, którego wypaliłam już do połowy. wychodzi i mnie atakuje: obudziłaś mnie, mówiłam Ci, żebyś nie trzaskała drzwiami, poza tym musisz o tej godzinie wychodzić, żeby zapalić? pewnie jeszcze nawet nie zasnęłaś, a jest siódma rano...
i tak dalej, i tak dalej.
gaszę papierosa, końcówka tytoniu rozkrusza się w dłoniach przez rozdartą bibułkę.

bujać to my, panowie szlachta!
i tak się na końcu potkniesz o własną dumę.
być może tylko ja wtedy będę spokojna i uśmiechnięta.

14 mar 2010

teraźniejszość.


''To Ty. Oczy zamknięte, stoisz pośrodku deszczu. Nigdy nie myślałaś, że będziesz robić coś takiego. Nigdy nie wyobrażałaś sobie siebie jako... Nie wiem jak to opisać. Jako jednego z tych, którzy lubią patrzeć w księżyc, albo tych, co spedzają godziny wpatrując się w fale lub zachód słońca... Myślę, że wiesz, o jakim typie ludzi mówię. A może nie. W każdym razie podoba Ci się to i tak: walczyć z zimnem, czuć jak woda przepływa przez Twoją bluzkę i dostaje się aż do Twojej skóry. I dotyk ziemi rosnącej miękko pod Twoimi stopami i zapach. I dźwięk kropli deszczu uderzających o liście. O wszystkim tym mówili w kśiążkach, ale Ty nie czytałaś. To Ty. Kto by zgadł? Ty.''



"Teraźniejszość jest jak rana - chyba żeby zapełnić ją rozkoszą.'' S.I.W.

11 mar 2010

love HIM madly.

na każdym drzewie naklejam inne Twoje zdjęcie wycięte, wybrane z mojej pamięci.
oglądam się z każdym z tych drzew. najdłużej patrzę na to, na którym śpisz, najkrócej, na którym się śmiejesz.
potem zamykam oczy i wbrew wszystkim zasadom budzę się. budzę się w świecie pełnym Twoich słów.
niemych. 
one są tylko w mojej głowie.


8 mar 2010

Kothbiro.

pozwolę wiośnie dojrzeć,a potem zmienię się w wiecznie naładowaną maszynę.
mam nadzieję, że życie da mi na to szansę. przynajmniej ostatni raz.
przez pół godziny patrzyłam na dziecięcy wiatraczek przy czyimś balkonie, który kręcił się na wietrze.
myśląc o tym wszystkim bardzo chciałam, żeby się zatrzymał. żeby wszystko się zatrzymało, dało mi odpocząć, pomyśleć, ułożyć sobie wszystko to, na co nie mam czasu.
jutrzejszy dzień może się okazać najtrudniejszym w moim życiu.

7 mar 2010

marzec już.

po prostu usiąść i napisać. Twoje imię napisane gdzieś tam w środku tekstu najpierw wywołuje uśmiech, a potem oczy stają się szerzej otwarte i okolice mostka i przepony zaczyna wypełniać powoli strach.
przypomniałam sobie koniec wiosny, a lata początek sprzed kilku dobrych lat. patrząc z dzisiejszej perspektywy byłam wtedy jeszcze dzieckiem, słońce mocno paliło prosto w twarz i odbijało się od tych kolorowych murów ceglanych pokrytych graffiti.
patrzyłam wtedy na Niego i ściągałam z Jego czarnej koszulki babie lato.
mój mózg wyłożony jest kolcami, na które wciąż nabijają się moje myśli, coraz głupsze pomysły, coraz gorsze rozwiązania. 
znowu zaczęłam się bać ciemności, jak w dzieciństwie. wzory na zasłonach zamieniają się w złowrogie twarze, a płaszcz wiszący na drzwiach jest nagle drżącą postacią. drzwi, które były zamknięte są nagle uchylone, a łyżka leży z lewej strony kubka, mimo, że herbatę mieszałam prawą ręką.
boję się jednak najbardziej tego, co siedzi we mnie. ma martwe oczy.
może panikuję, choć to nie w moim stylu; ale i tak dziś rano nie przyszedł do mnie ratunek.
jutro rano też pewnie nie przyjdzie.






królicza agresja.
















fragmenty mojego osobistego bajzlu.