.

.

22 mar 2010

zapach deszczu.


pokazuję światu plecy.

Mistrz!





---
robię się coraz bardziej zmęczona. najwyraźniej brak zajęcia mi nie służy.
jutro zdjęcia z Agnieszką, może będzie co pokazać.
tak czy inaczej - w tym momencie, dokładnie w tym, w którym zapadłam się w lekturę, w muzykę, w wino, w wiosnę wypadłam z kolejnych ramion.
nie cieszy mnie to, ponieważ popadłam w chwilowy, nic niewarty zachwyt, i teraz tego nie ma. trochę to zajmie, zanim to puste miejsce zapełni się kurzem.

już dawno tak bardzo nie chciało mi się palić.



21 mar 2010

people are strange.








''Czy udałoby mi się spotkać Magę?
Tyle razy, gdy szedłem przez rue de Seine, wystarczało mi pochylić się nad łukiem wychodzącym na Quai Conti, aby - zaledwie szarooliwkowe światło, które unosi się nad rzeką, pozwoliło mi odróżnić jakieś formy - jej szczupła sylwetka od razu rysowała się na Pont des Arts, czasem przechodząca z jednej strony na drugą, czasem oparta o żelazną barierę, pochylona nad wodą. I wydawało się tak naturalne przejść na drugą stronę ulicy, wejść na stopnie mostu, na jego smukły kontur, zbliżyć się do Magi uśmiechającej się bez zdziwienia, przekonanej, tak jak i ja, że przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu i że tylko wyznaczają sobie rendez-vous, ci którzy pisują do siebie na liniowanym papierze, a pastę do zębów wyciskają od samego końca tubki.
Ale teraz nie byłoby jej na moście. Jej delikatna twarz o przezroczystej cerze pochylałaby się ku starym portalom w dzielnicy Marais, może gawędziłaby ze sprzedawczynią frytek lub pogryzała parówki na Boulevard Sebastopol. Zresztą doszedłem aż do mostu, ale Magi nie było. Teraz nie znajdowała się na mojej drodze, a jakkolwiek znaliśmy nasze adresy paryskich pseudostudentów, każdą pocztówkę uchylającą okienko Bracque'a, Ghirlandaia, Maxa Ernsta pośród tanich gipsowych ozdób i krzykliwych tapet, nie szukaliśmy się w naszych mieszkaniach. Woleliśmy spotykać się na mieście, na tarasie kawiarni, w klubie filmowym lub też wspólnie pochylać się nad kotem na byle podwórzu Quartier Latin. Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.''
teraz już wiesz po co chodzę.

noc:
będę złośliwą muchą i przebiegnę Twoje blade plecy od karku do kości ogonowej.
wiem, że Cię to bawi. lepiej od Ciebie.
czy wiesz jak smakuje strach, kiedy sypiasz co noc z nieprzyjacielem?
chciałabym, żebyś się obudził kiedyś i zobaczył jakim wzrokiem na to patrzę.



16 mar 2010

spheres of fury



gdzie się spotkaliśmy?
zrzuciłam swoje grafitowe buty i wsiąkałam w miękkie trawy, w jakieś żółte zboże, pamiętasz?
pamiętasz jak czekałam? pamiętasz jak chciałam, żebyś przyszedł.
mimo to moje oczy co chwilę wołały, żebyś zniknął. więc je zamykałam, bo moje dłonie i usta Cię wołały.
i Byłeś.
gdzie się spotkamy znowu?
czy wiesz, że płaczę, kiedy On patrzy na mnie przez odbicie w lustrze, Jego oczy wyrażają pogardę, pomyłkę, a potem odwraca się i uśmiecha, jakbym nie widziała tego wcześniejszego spojrzenia, przytula mnie, wodzi nosem i ustami po moim ciele, potem przytula się do moich pleców, mruczy, zasypia.

15 mar 2010


niczego mnie nie nauczyła.
spogląda na mnie spod mrużonych powiek, udaje, że śpi, ale przecież inaczej oddycha.
przechodzę dalej, udaję, że staram się jej nie obudzić, chodzę niemal na palcach, a na końcu trzaskam złośliwe drzwiami. staję bosymi stopami na chłodnym i brudnym kamieniu schodów i odpalam papierosa. zaciągam się i oglądam ślady farb rękach. zamykam oczy i jestem tam. wychodzą z bramy, śmieją się, dotykają, ledwo zauważalnie, świecą, jakby byli nafosforyzowani endorfinami i feromonami. ledwie przestali być dziećmi, już zaczęli się bawić. nie widzą mnie, bo po co mieli by mnie widzieć, o mało się o mnie nie potykają. żegnam ich wzrokiem, a potem otwieram oczy i strzepuję popiół z papierosa, którego wypaliłam już do połowy. wychodzi i mnie atakuje: obudziłaś mnie, mówiłam Ci, żebyś nie trzaskała drzwiami, poza tym musisz o tej godzinie wychodzić, żeby zapalić? pewnie jeszcze nawet nie zasnęłaś, a jest siódma rano...
i tak dalej, i tak dalej.
gaszę papierosa, końcówka tytoniu rozkrusza się w dłoniach przez rozdartą bibułkę.

bujać to my, panowie szlachta!
i tak się na końcu potkniesz o własną dumę.
być może tylko ja wtedy będę spokojna i uśmiechnięta.

14 mar 2010

teraźniejszość.


''To Ty. Oczy zamknięte, stoisz pośrodku deszczu. Nigdy nie myślałaś, że będziesz robić coś takiego. Nigdy nie wyobrażałaś sobie siebie jako... Nie wiem jak to opisać. Jako jednego z tych, którzy lubią patrzeć w księżyc, albo tych, co spedzają godziny wpatrując się w fale lub zachód słońca... Myślę, że wiesz, o jakim typie ludzi mówię. A może nie. W każdym razie podoba Ci się to i tak: walczyć z zimnem, czuć jak woda przepływa przez Twoją bluzkę i dostaje się aż do Twojej skóry. I dotyk ziemi rosnącej miękko pod Twoimi stopami i zapach. I dźwięk kropli deszczu uderzających o liście. O wszystkim tym mówili w kśiążkach, ale Ty nie czytałaś. To Ty. Kto by zgadł? Ty.''



"Teraźniejszość jest jak rana - chyba żeby zapełnić ją rozkoszą.'' S.I.W.

11 mar 2010

love HIM madly.

na każdym drzewie naklejam inne Twoje zdjęcie wycięte, wybrane z mojej pamięci.
oglądam się z każdym z tych drzew. najdłużej patrzę na to, na którym śpisz, najkrócej, na którym się śmiejesz.
potem zamykam oczy i wbrew wszystkim zasadom budzę się. budzę się w świecie pełnym Twoich słów.
niemych. 
one są tylko w mojej głowie.