Wybacz mi ojcze, unosi mnie ten prąd
Za chwilę będę daleko, daleko stąd, jak najdalej stąd
Różowa kula porwała mnie i spójrz
Nie mogę nawet Ci podać ręki, cóż inna jestem już
Powiedz mi i jak mam w to wszystko uwierzyć?
Powiedz mi i jak wierzyć?
Wybacz mi ojcze, nie mogę z Tobą być
Ten dawny spokój rozpłynął się i przyjaźni mej pękła cienka nić
Różowa kula porwała mnie i wiesz
Nic do radości mnie już nie zmusi, z mądrości swej sam się teraz
Śmiej, śmiej, śmiej...
Powiedz mi i jak mam w to wszystko uwierzyć?
Powiedz mi i jak wierzyć?
Wybacz mi ojcze być może ostatni raz
Nie pytaj o mnie przyjaciół, nie pytaj gwiazd
Powiedz mi i jak mam w to wszystko uwierzyć?
Powiedz mi i jak wierzyć?
.
6 maj 2010
5 maj 2010
Białostockiego lektura c.d.
miało być w nocy o pościeli, a zostałam przy zdjęciach porannych stóp.
fioletowy bez na stoliku, herbata, jazz, wszystko można by nazwać porannym, nawet o 15:22.
fioletowy bez na stoliku, herbata, jazz, wszystko można by nazwać porannym, nawet o 15:22.
o trwałości sztuki opowie mi ten dzień.
[][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][]
nie wiem po co, ale przyszło do mnie i jęczy. stuka obcasami ze zniecierpliwieniem. podgląda.
dokuczający prawy jajnik, coś o polityce. czarna kawa i słone paluszki.
blizny przy nadgarstkach to nie zawsze ciekawa historia.
odkrycie ma włosy koloru blond, ale ciemne słowa i dźwięki w środku, co jest niesłychanie podniecające.
w czwartek szaleństwo, a potem spokój i kontynuacja deszczowej mentalności majowej.
nienawidzę głuchych telefonów i ziewania w słuchawkę. chociaż to rozkoszne, nienawidzić mi to trzeba.
mrożona herbata, parapet, papieros, deszcz, deszcz, DESZCZ, parapet, papieros.
dobra, koniec, cisza, sen, bateria się kończy - zarówno moja osobista jak i ta w laptopie.
3 maj 2010
bez.
wszystko się zapętla, zauważyłeś?
i to, że znów robię się nieprzytomna w Twojej obecności.
ta kobieta, która klęczy w bramie, czy nie jest podobna do tego chłopca z bębenkiem przy dworcu?
opowiadanie o jakichś różnicach w myśleniu; nie umiem się skupić na słowach, kiedy patrzę na Twoje usta.
bez stoi na parapecie, szkoda, że nie umie mi wyczarować więcej niż sam zapach.
znów wykąpię się w błocie, jaka pewność.
z kultem przy uszach i trzecim okiem w dłoni.
kolejna pusta butelka po winie i kolejne szkło obijające się o zęby, idealne do odbijania śladów szminki, której nie zwykłam nosić.
nie zrobię nic, co bym chciała w tym deszczowym maju.
2 maj 2010
czarne słońca
znowu zlepek myśli na dwóch nogach.
pijaństwo z deszczowych chmur.
dwa koła roweru i męka w błocie.
kult-owo.
29 kwi 2010
amnesia -> hypoxia.
ten dźwięk, kiedy wybuchają wszystkie emocje.
potem leżysz w tym brzmieniu, jeszcze wymięty wrażeniem, tego co się stało.
czemu nie jesteś tam? bo przestało mi się to podobać.
dlatego jestem nadal tutaj, nic się nie zmienia od zewnątrz, nawet oczy mam tak samo zamglone, moje myśli nadal krążą wokół problemu: co teraz, jak sobie poradzić, jak wszystko poukładać.
prawie nic nie jem, mam wstręt do jedzenia, mam wstręt do narządów, które mają pomóc mi w przemieleniu i przełknięciu jedzenia.
wciąż nie mam pieniędzy na to, żeby się upić i zapalić.
wspomnienia przeszkadzają w budowaniu.
a budowanie przeszkadza w wspominaniu.
makijaż, i znów można się schować.
są oczywiście rzeczy, które mnie odkrywają, choć ćwiczę. Ty i tak ich nie znasz, i możesz patrzeć prosto w rozpad, ale jeśli rozpad się uśmiecha, to nie zauważysz różnicy.
---
pijaństwo.
w pijaństwie jazda na rowerze (cud, że mnie policja nie złapała, bo tym razem miałam odwagę żeby jechać zygzakiem po ulicy z słuchawkami na uszach i kierować się tylko intuicją i reflektorami aut).
pijany T. wpadający w krzaki i tarzający się po krzakach, powodujący śmiech na moich ustach.
powrót do domu. w pijańtwie, The Velvet Underground w uszach, zygzakiem.
wanna. a jak się wyśpię, to poranek fimowy i miodem i filmami noir z MM.
---
nadal o Tobie myślę.nawet cudem ledwo wymijając samochód.
potem leżysz w tym brzmieniu, jeszcze wymięty wrażeniem, tego co się stało.
czemu nie jesteś tam? bo przestało mi się to podobać.
dlatego jestem nadal tutaj, nic się nie zmienia od zewnątrz, nawet oczy mam tak samo zamglone, moje myśli nadal krążą wokół problemu: co teraz, jak sobie poradzić, jak wszystko poukładać.
prawie nic nie jem, mam wstręt do jedzenia, mam wstręt do narządów, które mają pomóc mi w przemieleniu i przełknięciu jedzenia.
wciąż nie mam pieniędzy na to, żeby się upić i zapalić.
wspomnienia przeszkadzają w budowaniu.
a budowanie przeszkadza w wspominaniu.
makijaż, i znów można się schować.
są oczywiście rzeczy, które mnie odkrywają, choć ćwiczę. Ty i tak ich nie znasz, i możesz patrzeć prosto w rozpad, ale jeśli rozpad się uśmiecha, to nie zauważysz różnicy.
---
pijaństwo.
w pijaństwie jazda na rowerze (cud, że mnie policja nie złapała, bo tym razem miałam odwagę żeby jechać zygzakiem po ulicy z słuchawkami na uszach i kierować się tylko intuicją i reflektorami aut).
pijany T. wpadający w krzaki i tarzający się po krzakach, powodujący śmiech na moich ustach.
powrót do domu. w pijańtwie, The Velvet Underground w uszach, zygzakiem.
wanna. a jak się wyśpię, to poranek fimowy i miodem i filmami noir z MM.
---
nadal o Tobie myślę.nawet cudem ledwo wymijając samochód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









