.

.

7 sie 2010







może gdybym mogła zrozumieć choć wcale nie chcę rozumieć chcę tylko czuć czerpać znać dotykać nadgryzać zasypiać budzić się szarpać chwytać ściskać mieć posiadać, choćby na chwilę, by zaraz się wyszarpało jęknęło poszło uciekło zmokło. kiedy wraca i zasypia nasłuchuję luster. na zegary przestałam już zwracać uwagę.
i choć używamy w tym celu innego nazewnictwa i robimy to z innych pobudek to przecież robimy tak samo.
sypia spokojnie jak dziecko, ja z otwartymi oczami.
jest Mężczyzną.
powoli zdaję sobie sprawę, że to musi wystarczyć. 








-1-

-2-

6 sie 2010

czarna msza, 1969.



zatykam się wspomnieniami, żeby jeszcze zmusić się do myślenia.
boli mnie kręgosłup, boli to, że wypaliłam dziś (czy to już wczoraj) jednego papierosa, po przebudzeniu o 18, bo rano, tak od 1 do 7 to wypaliłam chyba z 6.
niedobrze mi z tymi męczącymi intrygami, pewnie dlatego, że nie umiem ich tworzyć dla siebie. lub korzystać z nich. 


niech wszystko pozostanie kwestią estetyki.
05:42 zasypiam. 
nadnienaturalnie. 
tęsknię za Tobą, gdzie wyjechałeś, kiedy wracasz?

5 sie 2010

może jednak przyszedł ten czas, wystarczy byś w to uwierzył.
kiedy idę spać z Coven, Myslovitz, Pulpą i pierwszym samobójstwem Pilcha zastanawiam się nad bilansem i poprawami, które mogłabym wprowadzić. szukam autorytetów na dnie kubka zielonej herbaty i wśród książek, które leżą wokół mnie, zdjęć ludzi, których znam i tych, którzy być może nawet już nie istnieją.
zamknęli mi bibliotekę, więc mogę co najwyżej teraz oddychać stęchłym powietrzem siedząc na parapecie, nie zawsze swoim, nie zawsze przy kimś, czasami nawet bez siebie samej.




LOST WITHOUT A TRACE

4 sie 2010

obudź mnie, nie milcz, nie czekaj.
teraz przyszedł ten czas, całe miasto na mnie patrzy.
w moim pokoju pusto, zimno mi. nie ma tutaj nic.
wracam nad ranem znowu, nie wiem skąd. muszę gdzieś się skryć.
zapatrzyłeś się, już w porządku.
minął już taki czas. ponad 10 tygodni.
a ja chce zacząć znów mówić szeptem.





1 sie 2010

1:30, noc. zabaw się, otumań.
zostawiona sama sobie na kilka dni, całe życie to samo.
przyprowadzam się na sam środek miasta i spotykam zielone spojrzenie.
nieznajomi są łatwą i zazwyczaj przyjemną ucieczką, kiedy można udawać, przedstawiać się jako Pola, palić cudze papierosy, pić piwo z cudzej butelki, ławki na plantach, lekki deszcz, wieczorny spokój.
nie chcę wiedzieć jak smakuje nie poznanie i żal.
tylko skąd w głowie to samo pytanie o Niego? On nie ma z tym nic wspólnego, nawet Go tu nie ma.
odbiło mi.

30 lip 2010

AFRAID TO SHOOT STRANGERS




























          TRYWIALNA HISTORIA. 
                                              KOBIETA...
                                 MĘŻCZYZNA...
               DESZCZ!

29 lip 2010

WHEN I GROW UP


złapana.
czuję się przyłapana. na uśmiechu, zaspanym jeszcze trochę, przy pierwszym papierosie.
wiedziałam, że aż tak będę się nudzić, ale nie wiedziałam, że to będzie aż tak męczące.
znalazłam pierścionek, który zawsze będzie spadał mi z palca.
słucham Ironów, gdy piję herbatę.
chciałabym nie musieć iść spać, ale gdy mnie budzą chciałabym nie musieć wstawać.
lato potrafi mnie sobą znieczulić.
ale pachnie gorzej niż Twoje ramiona.
dobrze wiem już, że 'my' się nie dzieli przez jeden.
chciałabym nie musieć tego wiedzieć, NIE!, chciałabym umieć spowodować, żeby tak nie było.
jestem stworzona do bycia zabawką, więc baw się mną.


muszę zapalić.
w międzyczasie - dobre piwo nie jest złe. w samotności.
przecież trzeba się nią nasycać, żeby lepiej móc później wyrzygać.






28 lip 2010

Beirut

no i teraz to już nic nie rozumiem. 
w zimie nie potrafiłam nawet się ogrzać, lato mrozi mnie na każdym kroku.




27 lip 2010

herbata na zło.
na ile chciałabym się zgodzić, złagodzić.
1 w nocy, spaceruję wzdłuż Długiej, a potem dalej, w dół za kleparzem.
zaczepiają mnie pijani, młodzi mężczyźni.
z Nieprzysiadalnością i Current 93 w uszach nawet nie umiem się do nich uśmiechnąć. 
mimo to uśmiecham się do siebie, bo nie potrafię być dobrą aktorką już pod koniec tej drogi.


wyciągam się w pościeli, korzystając z domowej ciszy i pustki zapalam papierosa.
brakuje mi tego miejsca, w którym moglibyśmy się spotkać, dlatego krążę między dworcem, barbakanem a plantami.
bojąc się pójść dalej.


spotykam jedynie swoje myśli.
jest dziecko, przyklejone do ściany.
UTWÓR, który obija mi się o czaszkę, gdy zasypiam.