.
7 wrz 2010
6 wrz 2010
znowu nie potrafiłam zasnąć przed świtem, tym razem postanawiam nie zasnąć aż do zmierzchu - dzisiaj wiele do zrobienia, a zacznę od kupienia paczki czerwonych marlboro. kiedy rodzina wyjdzie z domu schowam ciało do wanny i zapalę, rozpalę, rozpalona.
w ten deszczowy, mglisty, powolny, chłodny dzień - płonę na spokojnie. w środku.
jeden z tych dni kiedy uspokaja mnie brzmienie basu albo ostry elektroniczny bit (w takich dniach przełączam się na słuchawki), wypijam dużo herbaty, praktycznie nic nie jem, potrafię się przebiegnąć (ale nie tak jak na tych amerykańskich filmach, z uśmiechem na ustach, nie), wyjrzeć z okna i popatrzeć w dół, wypalić całą paczkę na raz. jakieś oczekiwanie.
niestety nie czuję się zbyt dobrze. fizycznie.
okrutny ból zabrał mi centrum dowodzenia, ale również zachował w bezpiecznej izolacji to, czego nie mam teraz siły pilnować.
nie wiem czemu dzieje się to co się dzieje, ale przynajmniej wiem, że jestem skłonna do odczuwania, do jakichkolwiek reakcji (a jednak).
czekam tylko na okazję.
w ten deszczowy, mglisty, powolny, chłodny dzień - płonę na spokojnie. w środku.
jeden z tych dni kiedy uspokaja mnie brzmienie basu albo ostry elektroniczny bit (w takich dniach przełączam się na słuchawki), wypijam dużo herbaty, praktycznie nic nie jem, potrafię się przebiegnąć (ale nie tak jak na tych amerykańskich filmach, z uśmiechem na ustach, nie), wyjrzeć z okna i popatrzeć w dół, wypalić całą paczkę na raz. jakieś oczekiwanie.
niestety nie czuję się zbyt dobrze. fizycznie.
okrutny ból zabrał mi centrum dowodzenia, ale również zachował w bezpiecznej izolacji to, czego nie mam teraz siły pilnować.
nie wiem czemu dzieje się to co się dzieje, ale przynajmniej wiem, że jestem skłonna do odczuwania, do jakichkolwiek reakcji (a jednak).
czekam tylko na okazję.
2 wrz 2010
ile l i t r ó w w ó d k i trzeba wypić żeby dotrzeć do K s i ę ż y c a ?
tak, wiem, bywam nieczuła, choć tak naprawdę jestem przewrażliwiona.
i kiedy mówię mamie o miłości, ona patrzy na mnie ze zdziwieniem i, nie przestając wałkować ciasta na pierogi, pyta o czym mówię - chyba za dużo filmów, moje dziecko.
3 nad ranem, boli mnie głowa, a właściwie jej pół.
ale wiesz - czekasz i wymyślasz mnie. to jest dziwne, ale działa.
chciałabym tak funkcjonować.
złożyłam playlistę z najpiękniejszych, najspokojniejszych spośród najważniejszych utworów mojego życia. z tych na komputerze, co jasna. co dziwne - wyszło ich równo 69.
playlista ta miała służyć do spania i wymuszać na mojej wyobraźni ładne sny. niestety - zaserwowało mi to bezsenną noc, pewną wspomnień, skojarzeń, przemyśleń.
otwieram kolejną butelkę, strzelę sobie nią w ten bolący łeb.
zwichnęłam kostkę na leżąco. chyba.
moje ręce pachną teraz mydłem, bo naturalny zapach skóry przypomina mi Ciebie, a wiesz przecież, że często dotykam dłonią ust (z zawstydzenia, zachwytu, zmieszania, etc) i wtedy czuję ten zapach. muszę się oduczyć tego okropnego nawyku.
pamiętasz ten film, w którym śmierć przybiera ludzką postać po to, żeby zasmakować zwykłego życia, a na końcu zabrać ojca kobiety, w której się zakochuje? musisz pamiętać, w kocu to jeden z tych filmów, przy którym nie można powstrzymać łez.
słucham utworu z tego filmu. jest tak piękny, że musiałam Ci go pokazać.
pamiętam, że w tym filmie Śmierć po raz pierwszy smakuje fizycznej miłości właśnie przy tym utworze.
wiesz, taki zachwyt, który pobija już tylko Chaotyczna Anna. chyba tylko.
lubię kiedy śpisz na boku plecami odwrócony do mnie. wtedy wiem na pewno, że śpisz, bo inaczej byś mnie dotykał. a że sen masz mocny dotykam wtedy Twoich pleców i karku, bez obaw, że Cię obudzę.
zawsze zasypiasz pierwszy i pierwszy się budzisz. nie wiem jak to robisz.
porozmawiałabym z Tobą o urodzie Scodelario, ale pewnie nigdy jej nie widziałeś.
rano zrobisz mi śniadanie i opowiesz coś, przełączysz moje 42, bo będziesz wolał rev 22.20 w remixie dry martini.
[!nie umiem wytłumaczyć dlaczego nie lubię trybu przypuszczającego, choć taki tu być powinien.
wiem, przepraszam, wprowadzam w błąd.!]
złożyłam się w kostkę, tak chciałabym być kanciasta. zawsze jak głaszczesz to po kolanach łokciach obojczykach żebrach miednicy mostku policzku brwi kręgach.
byłam mała, bo chciałam zniknąć. wtopić się w pościel, którą od czasu do czasu wywiesisz na sznurku plecami do słońca.
oglądałam Księżyc nie zwracając przy tym uwagi na gwiazdy. one nie przebijały się przez chmury, więc ich istnienie tym łatwiej było ignorować.
padał deszcz. od dawna pada. tu jesienne miasto Kraków.
a mnie złamał się parasol.
i rozmazał makijaż.
i zniszczyła fryzura.
i poszło mi oczko.
i dostałam chrypy.
i wypiłam hektolitry herbaty.
i słuchałam wszystkich okolicznych problemów.
i marzyłam o winie i papierosach.
siedziałam na tej czarnej kanapie w czarnej spódnicy, w czarnych rajstopach, czarnym żakiecie i słuchając Orestes dostawałam chorobowych dreszczy.
chciałam uciec do domu, więc uciekłam.
nie chciałam przestać chorować.
więc chorowałam bez końca. choć to nie jest najlepszy sposób na odzyskanie sił.
z tymże ja już chyba nie chcę walczyć.
za bardzo cenię broń, żeby z niej skorzystać.
owijam się czerwonym kocem. oblewam się herbatą. kocham się z Maynardem.
4:19 - dziękuję, dobranoc.
1 wrz 2010
to nie będzie preludium jak każde inne. to będzie zdecydowanie bardziej molowe, bardziej jesienne, bardziej deszczowe.
[na dziś wybrałam wszystkie molowe z folderu].
życie dokucza jeszcze bardziej? wystawiam ręce w stronę zębów - lubię tę pieszczotę zahaczających o skórę złoczyńców, jestem bardziej sobą dając im się kąsać, rozrywać na cząstki, czerpię satysfakcję z ich rezygnacji.
otwieram oczy szeroko w środku każdej nocy - on się śni, a ja sprawdzam, czy nie siedzi gdzieś obok mnie. nigdy go nie ma, nawet w złej formie. tchórze uciekają. tchórzy się nie goni, ale w końcu i tak zostają złapani. na kontrolnych spojrzeniach.
znam Cię. na pewno lepiej niż Ty mnie, a możliwe, że nawet lepiej niż Ty samego siebie. lecimy w kosmos, to są banały. nic tak jak prawda nie przykuwa na dłużej do okna. parapet i policzek na szybie z papierosem tradycyjnym sposobem na rozpoczęcie dnia.
w snach mam czterokrotnie zwiększone zaufanie, dzięki.
podnosisz do ust -
- kostkę cukru, papierosa, moje palce -
- nie umiem przestać powtarzać tych kombinacji.
jestem wielokrotnie gorsza.
31 sie 2010
30 sie 2010
jesteś pomrukiem, ale nic innego nie umie spowodować, że tak bardzo mam na Ciebie ochotę.
i w takich momentach, kiedy stukasz mnie kolanem przez sen, a ja wpatruję się w sufit dopalając resztkę z paczki, myślę o tym, że jedno powinnam rozegrać, drugiemu potoczyć się własną ścieżką.
zostawiasz mnie w środku, sina skóra.
możliwe, że nic nie boli bardziej, ale jeśli trzeba, to gotowa jestem odegrać cokolwiek. z radością.
wykrzywione usta, rozwiane włosy, długie noce.
i w takich momentach, kiedy stukasz mnie kolanem przez sen, a ja wpatruję się w sufit dopalając resztkę z paczki, myślę o tym, że jedno powinnam rozegrać, drugiemu potoczyć się własną ścieżką.
zostawiasz mnie w środku, sina skóra.
możliwe, że nic nie boli bardziej, ale jeśli trzeba, to gotowa jestem odegrać cokolwiek. z radością.
wykrzywione usta, rozwiane włosy, długie noce.
cokolwiek się stanie nie naciskaj, bym zmieniała wciąż zdanie.
pozwól, że zdecyduję co dla mnie najlepsze, choć nie mam o tym pojęcia.
zresztą nieważne czy dla mnie najlepsze.
Slut's revenge.
wymuszona ekstrawagancja, chodzi z czerwoną szminką na ustach, nie lubi o tym mówić.
w mieście Krakowie znowu pada deszcz, znowu nie mam papierosów, znowu tłumaczenia, długie maile.
i choć coraz rzadziej umiem powstrzymać się od płaczu, to przecież nigdy nie miałam w sobie tyle siły.
w odpowiednim momencie po prostu wywołam eksplozję.
destrukcja będzie zabawna.
a to ja jestem tą, która nie chciała tej gry.
SLUT
well it may sound absurd
i want to be a wreck for you
smash out my honor on your floor
fill up your bathtub with my moods
well it may sound a little frightening
i want to swallow all of your skin
chew your soft tissue into ash
beat your ego black and blue
i will be your doll
i will be your hole
i will crush your bones
i will abrade your soul
i will be your toy
i will be your thing
i will tear you down with the twist i bring
i will be your doll
i will be your toll at the gates of hell
that is what i'm for
i will be your flesh
i will be your end
then on to the next
i will start again
i will be your doll
i will be your girl
i will remove your heart
i will burn your world
i will be your object
tease and tear
i will be your "hell, i don't have anything to wear"
i will be your slut
i will be your bitch
i will be your never ending, unbefriending
self-expending, moral-bending thorn
w mieście Krakowie znowu pada deszcz, znowu nie mam papierosów, znowu tłumaczenia, długie maile.
i choć coraz rzadziej umiem powstrzymać się od płaczu, to przecież nigdy nie miałam w sobie tyle siły.
w odpowiednim momencie po prostu wywołam eksplozję.
destrukcja będzie zabawna.
a to ja jestem tą, która nie chciała tej gry.
SLUT
well it may sound absurd
i want to be a wreck for you
smash out my honor on your floor
fill up your bathtub with my moods
well it may sound a little frightening
i want to swallow all of your skin
chew your soft tissue into ash
beat your ego black and blue
i will be your doll
i will be your hole
i will crush your bones
i will abrade your soul
i will be your toy
i will be your thing
i will tear you down with the twist i bring
i will be your doll
i will be your toll at the gates of hell
that is what i'm for
i will be your flesh
i will be your end
then on to the next
i will start again
i will be your doll
i will be your girl
i will remove your heart
i will burn your world
i will be your object
tease and tear
i will be your "hell, i don't have anything to wear"
i will be your slut
i will be your bitch
i will be your never ending, unbefriending
self-expending, moral-bending thorn
Subskrybuj:
Posty (Atom)





