prawdziwie. na razie odrobinę, choć mogłabym w pełni - świadomość tego jest dobijająca. zwłaszcza w takich momentach. nie znalazłam jeszcze lepszego sposobu, ale szukam. inspiruję się do pewnych działań. dzień pierwszy. potrzebuję niejednego papierosa.
zapomniałam już nocy, świt. każdy zapach jest tak wyimaginowany. przestań, leczę się, przecież.
ale przecież Ty nie musisz o tym wiedzieć. szkoda może nawet, że już Ci powiedziałam.
29 wrz 2010
zjedz mnie, ale wpierw pobaw się chwilę.
mentalnie jestem niespokojna na nowo. uciekam przed sobą w innych, a potem przed innymi w siebie. pierdoleni hipokryci. zgubiłam się w czymś co genialne i z tego nie chcę wyjść. chcę Z TYM wyjść. niekończące się bagno tkliwej przyjemności.
27 wrz 2010
ból powoli odchodzi od stawu biodrowego. człowiek, którego nie ma w powietrzu towarzyszy mi z zapachem deszczu. jest ciepłym śpiącym ciałem zabij, proszę, moją bezsenność. to jedno czym mogę zagłuszyć ciszę pośród pozostałych głuchych próśb na domyślsię. potrafię się zepsuć jakbyś chciał. naprawiać się mogę tylko próbować.