.

.

8 mar 2011

tak trudno jest się poddać, kiedy wszystko dookoła się łamie, a Ty zbierasz to na przekór wszystkiemu, na przekór sobie nawet.
wszystko czego chcesz krzyczy o prawie do wolności, jedyne co możesz zrobić to łapać za nóż i krzyczeć.
wmówić sobie, że nie chcesz, przestać łapać.
albo czekać. nie wiesz co trudniejsze.


kilka miesięcy, herbata, 
dobre ciało, smutek,
cierpliwość, utrata,
niepewność, spacery.


idzie wiosna, pachniesz nią. pachniemy.
nadchodzi najgorszy czas.
nie wiesz co robić, nie wiesz czego chcesz.
ja chcę tylko Ciebie i dostaję jakiś pakiet zastępczy. nie lubię niespodzianek.
dobre było dawno temu.


nie chcesz mnie to mi mnie oddaj. 
Zanim runie domek z kart, namaluję ten ostatni,
Obraz bez farb, zamorduję po nim kartki.
Odejdę wraz z nimi, bez łez i bez krzyku,
Po cichu jak śmierć, która patrzy ze strychu.

2 mar 2011

bondage.

jestem podłączona jak manekin do tego koszmaru. wyrywa mi to włosy z głowy nocami. zaplata zwoje mózgu po kilkaset bolesnych razy. łamie pędzle, ołówki, długopisy, język.
dźwięki wpadają mi do głowy robiąc przy tym dużo potrzebnego hałasu, wywołującego w efekcie przedziwne reakcje.
to co siedzi w moim żołądku śpiewa i udaje, zgrywa się ze mnie igrając z rzeczywistością.
stawiam warunki, rozkładam karty, talię trzymając za paskiem w zanadrzu.
to, co przychodzi z wnętrza jest najgłębsze.
zmieszany zapach karku i papierosów. i śmiechu - wiedziałeś, ze śmiech śmierdzi?
chciałabym włączyć ten etap, którego najbardziej się boję i który z największym trudem mi przyjdzie zrealizować.
ale to zrobię.
cukierki, cukierki, słodycze.
rozwija się w żołądku, więc tu to zabijam.


pieprzony koszmar.
a potem pokazuje rozpostarte ramiona, wskazuje kierunek, z którego płyną słowa "rób co chcesz"

16 lut 2011

14/16

surowizna.
spotykają się jako dwa ciała, osłonięte wstydem, nieśmiałością, oblewają się nawzajem herbacianymi ślinami, nie ma NIC ponad mistycyzm. może ufnośc.
ciepłota.
łączą się jako dwa ciała, parzone wzajemnością, chłodzone łapczywie łapanym powietrzem, trzeźwione rzeczywistością dźwięków.
zasłodzenie.
zasypiają jako dwa ciała, ufne i ciepłe, pachnące, zmęczone. 





16 sty 2011

kiedy stoję, patrzę w okno, krótka chwila, idą ludzie tam za bramą, jeszcze senni. na ulicy mały płomień porzucony, nasze domy pośród nocy, nasze domy obok fabryk.

nie opowiedziałam jeszcze nikomu o tym upadku, może dlatego, że huk jaki spowodował nie zwrócił niczyjej uwagi. byłam tak, z boku, patrzyłam na swoje łzy. chciałam przepraszam i wycofywać, zawsze tak jest, gdy płaczę. 
wystarczyło mi te kilka, dobre kilka, dni.
dni suchych, dusznych i ciężkich.
czuję się jak wariatka na wybiegu.
bezradność to najgorszy rodzaj szaleństwa.
w myślach rozbijam szyby w oknach sąsiadów.

idź, uciekaj.

wróć, opanuj mnie.





7 sty 2011

oczy mają szaroniebieskie i potrzebują.

zatwierdziłeś moją samoświadomość bólem lędźwi
słowa nie mieszczą mi się w ustach, ale zamiast je wypluć, połykam smakując przy tym Twoje ciało.
czy jestem egoistką?
przerażenie chwyta mnie za uśmiech w samych jego kącikach
jestem krzykiem pozbawionym sensu
kaszlem, zapachem, kwintesencją.
fetysz poszukiwania, fetysz leniwego przeciągania w czasie każdej czynności.





4 sty 2011

dobra, to zacznijmy od nowa, skoro dochodzimy już do takiego etapu.
pewnie nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy co się dzieje.
wszystkie najpiękniejsze zwroty świata uderzyły mi do głowy z zawrotną szybkością.
mgła jak mleko wiszące w powietrzu, zaćmienie słońca, potem jego powrót z podwójną mocą.
umiejętność pisania / mówienia odleciała ode mnie bardzo szybko, perspektywa zmieniła kolory, teraz pachnie i smakuje tak słodko, tak brzmi, tak.
zdania nie mają sensu, choć mogłyby mieć, gdybym tylko potrafiła nie przygryzać ich zbyt wcześnie, zbyt chaotycznie połykać, zlizywać niemal.
nie zdarzało mi się to  o d c z u ć.
za jakie grzechy te czary?









20 gru 2010



16 XII
uderz mnie i znowu wszystko będzie w porządku.
trochę sobie nie wierzę, bo niby czemu miałabym? zawsze w końcu się oszukiwałam.
tylko w drugą stronę.
lubię ten zapach. mam wrażenie, że lubię go od dawna, choć przecież go nie znałam.
ten przeciągły wzrok na pierwsze dzień dobry. lubię sobie to przypominać.
lubię słuchac tych pierdół przed snem. forma odtwarzania jest mi bliska, przeżywania nowych rzeczy - już nie do końca. cieszę się, że mogę się tego nauczyć. wtedy będę kompletna. będziemy kompletni.
szlifuję dzień i noc. chciałabym zadbać o to inaczej, lepiej niż to robię. wciąż, caly czas - LEPIEJ.
głoduję i panikuję myśląc, jak to przy sobie zatrzymać. 
planuję słowa, planuję nawet myśli. tylko czasem nie umiem powstrzymywać gestów. zwłaszcza, gdy wypiję. wtedy trzeba mnie odciągać całym tłumem.
jestem żywsza niż kiedykolwiek, nawet kiedy nie sypiam.
nie chcę nigdy uciekać. nie ucieknę.
obudź mnie, uderz mnie i znowu wszystko będzie w porządku.
nie będzie o co dbać, o co się starać, czym się cieszyc, nad czym płakać.
nie będzie emocji do nadmiernego przeżywania.
jestem Kobietą, powinam potrafić.

 i znowu - - - 
patrzę ja na dłonie moje
dłonie moje też są Twoje
moje są też dłonie Twoje
patrzę ja na dłonie Twoje
patrzę ja na moje, Twoje
Twoje, moje, moje, Twoje
moje dłonie ujmą Twoje
po co głupie toczyć boje
gdy zaciskam dłonie moje
to zaciskam dłonie Twoje
takie dłonie nie są moje
takich dłoni ja się boję
gdy zaciskasz dłonie swoje
to zaciskasz dłonie moje
takie dłonie nie są Twoje
takich dłoni też się boję
gdy zacisnę dłonie Twoje
wtedy krwawią usta moje
krwawią usta, usta Twoje
gdy zacisnę dłonie moje
krzyczą usta, usta moje:
nie będziemy nigdy Twoje
krzyczą usta, usta Twoje:
nie chcę byście były moje.

17 XII
rozpaczliwe zastanawianie się co, jak i dlaczego.

18 XII
przeglądając wszystkich mężczyzn-chłopców poprzez historie rozmów i innych aktywności robi mi się przykro i smutno.
zaspakajanie nieczystych żądz.
przy takiej pogodzie już nie chcę płonąć. chcę tylko stałego ciepła. takiego, które w każdej chwili może się zapalić. ale poza tym jest po prostu ciepłe.
taka świątynia.
znow kolejna sobota. to się świeci, fosforyzuje. to jest dobre. (chyba).



13 gru 2010

trochę brakuje mi słów, gdy spisz lub gdy się śmiejemy.
lubię nie musieć mówić, choć nie jest to proste. 
nie lubię prostych rozwiązań, ale nie chcę Cię komplikować.

BAUHAUS - HOLLOW HILLS

5 gru 2010

                         


 dotyka się łagodnie     
                          każdy dotyk ma echo
                          i oczy się odwraca 
                          z delikatnością zwierząt