"Z twarzą zanurzoną po uszy w jej cudownie jędrnym tyłku, nie mogłem wyjść ze zdumienia,
czego kobieta potrafi się doszukać, jeżeli przypadkiem wyrwie ci się 'Kocham cię'.
Tymczasem sto procent facetów ma wtedy na myśli 'kocham to'. "
.
19 cze 2012
5 cze 2012
tatuaż zdobi Twoją pierś, i w Twojej głowie pełno tatuaży.
kim jesteś i jak to się stało, że tak bardzo chcę się oczyścić? co się wydarzyło? co tu się wyprawia?
spinam włosy i wlewam w gardło herbatę, szósta rano, pierwszy papieros, samotny spacer w deszczu. jeszzce jeden dzień, jeszcze jeden raz. to już rok, nic się nie zmienia, choć wszystko uleglo zmianie. przypominają mi się urywki, fragmenty, każde odepchnięcie i każde przyciąganie. pierwsze zielone miejsca, wietrzne nocą, albo czasem zadymione. wyrzuty (kocham wyrzuty), dziwne sytuacje, zwykłe przejażdżki tramwajami.
tak to już jest, że kiedy mogę to wcale nie jestem samotna.
"to jest mój sen, ten sen przeraża mnie. w pokoju bez ścian zamykam się. nie ma nic, nie ma mnie. niby bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. to jest mój sen, ten sen zawstydza mnie. zachłanna i zła wciaż więcej chcę. nie ma nic, nie ma mnie. niby cudownie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. budzi mnie wiatr. wiatr niesie strach. budzi mnie deszcz. deszcz tuli mnie. budzi mnie blask gorących dni. budzi mnie krzyk, czy wciąż się śni? nie ma nic, nie ma mnie. niby bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. budzi mnie wiatr. wiatr niesie strach. budzi mnie deszcz. deszcz tuli mnie. budzi mnie blask najgorętszych dni. budzi mnie krzyk, czy wciąż się śni, śni się, śni się, śni...czy wciąż się śni?"
chciałabym teraz inaczej, po prostu inaczej. chodź, zniknijmy.
4 cze 2012
jest 3:24 w nocy, herbata w termosie i deszcz za oknem. chociaż jest mi zimno siedzę na parapecie i palę papierosy jeden za drugim, jak jakaś pieprzona mantra, czy powinność. moje myśli śmierdzą nikotyną. moje palce śmierdzą tytoniem. moje kolana najpewniej pachną deszczem.(przypomniał mi się mój list do eLJota sprzed kilku lat o Mężczyźnie tak pięknie całującym po kolanach, że żaden inny w usta tak nie całował. piękne i smutne czasy. prawie jak teraz.) teraz chcę przestać odczuwać cokolwiek. gdyby to była tylko zwykła ludzka potrzeba drugiej osoby, wygenerowana przez hormony, wpływająca na przepływające feromony. nie wiem, dlaczego nie może być inaczej.
(na "liście" od "Ciebie" odbiło mi się herbaciane kółko.)
po nocy w Krakowie, deszczowej nocy, chodzą smutki z Autoclav1.1 na słuchawkach, z poobijanymi duszami.
nigdy nie biorę, nigdy nie władam, prawie zawsze się oddaję. dzisiaj jestem Jego, jutro
będę kogoś innego, bezwolna i otumaniona. rozumiem swój błąd, ale tak dobrze jest znów go popełniać.
puste nadzieje. puste słowa. bez zmian. bez zmian. bez motywacji.
p.s. czytam Lolitę, mimo, ze wielokrotnie widziałam film, a może właśnie dlatego. nienawidzę pieprzonej nimfetki.
po nocy w Krakowie, deszczowej nocy, chodzą smutki z Autoclav1.1 na słuchawkach, z poobijanymi duszami.
nigdy nie biorę, nigdy nie władam, prawie zawsze się oddaję. dzisiaj jestem Jego, jutro
będę kogoś innego, bezwolna i otumaniona. rozumiem swój błąd, ale tak dobrze jest znów go popełniać.
puste nadzieje. puste słowa. bez zmian. bez zmian. bez motywacji.
p.s. czytam Lolitę, mimo, ze wielokrotnie widziałam film, a może właśnie dlatego. nienawidzę pieprzonej nimfetki.
---
nie mówię nic i tak jak Ty
rozciągam usta w srebrny śmiech
złamana w pół nakrywam stół
i pytam jak Ci minął dzień
gdy będziesz spał
cichutko wymknę się
przepłynę wzdłuż
ocean moich łez
i wrocę zanim słońce wstanie
wychodzisz i zostawiasz mi
przez próg rzucony tani gest
nie mówię nic i tak jak Ty
rozciagam usta w srebrny smiech
wieczorem dasz mi garść
dusznego bzu
bym mogła w nim utopić
cierpki ból
a wtedy Ty poczujesz się
niewinny
dotykasz mnie i sprawiasz, że
już prawie wierzę w Twoje słowa
lecz gasisz ogień szybko zbyt
czy wiesz jak marznę w Twych ramionach?
zasypiasz, ja cicho wymykam się
przepływam wzdłuż ocean moich łez
w pamięci wskrzeszam tamten maj i bez
i wrócę zanim słońce wstanie.
28 maj 2012
8 maj 2012
G-sk
sześciodniowy projekt "Gdańsk" uważam za w miarę udany, pogoda dopisała, rodzina szczęśliwa (nawet się rodzicielka zbytnio nie rzucała, że znikam na całe dni), kilka ciuchów i dwie pary butów zakupione, mniej i bardziej dziwne miejsca obczajone - muszę przyznać, że miasto naprawdę podoba mi się coraz bardziej.
podróż pociągiem w miarę do wytrzymania, choć ludzi przybywa coraz więcej wraz z ciepłymi dniami.
wrzucam zdjecia z poróży południe - północ i kilka juz na miejscu.
nasze kochane, zimne, brudne morze
i na koniec dobre żarcie:
26 kwi 2012
1. tak sobie myślę, że pewnego dnia wejdę na mojego lasta i pomyślę "że co? skąd tu tyle hip hopu!?" ale póki ta chwila nie nastąpi, nie spaceruję po ulicach, a bujam się po osiedlach.
2. 90% rzeczy działających mi ostatnimi czasy mocno na nerwy, w ostatnim tygodniu jedynie delikatnie mnie irytowało. przymusowy spacer w środku nocy w ulewie dzielnie z uśmiechem na ustach, powiększone węzły chłonne, kichanie i roztrzęsone dłonie dnia następnego - z uśmiechem na ustach, utracone dane z półrocznego dusku - z uśmiechem, ohydny windows xp - również.
nie wiem czy to malejący księżyc, wiosna czy jakieś jeszcze inne cuda, ale (choć pewnie pisząc to już wykrakałam) mam nadzieję, że szybko się to nie zmieni.
3. tak długo nie mogłam się zdecydować na lekturę (a pdfowa "Achaja" podziałała na nerwy moim oczom już po trzech stronach), że w końcu wybór padł na "Igrzyska smierci". tak, wiem, ale siostra to przytargała do domu pożyczone od koleżanki, po dwudziestu stronach rzuciła i po raz trzeci probuje przebrnać, przez "My, dzieci z dworca Zoo" (nie mam pojęcia kto ją spłodził, ale chyba nie moi połykający książki niczym pierogi ruskie rodzice?). wzięłam i w wannie przeczytałam 60 stron, niby lekko, niby przyjemnie, ale to nie "Zmierzch", oczekuję naprawdę dobrej rozrywki przy czytaniu.
4. nowe Elsiane - niby tak siedzenia nie urywa jak pierwsza płyta, ale jednak, po wielokrotnym przesłuchaniu (podobnie jak poprzednio zresztą) wkręca się coraz bardziej i bardziej, a potem trudno przełączyć:
no i tym razem okładka sto razy lepsza - kto kojarzy poprzednią (kto nie ten może zobaczyć tu, nie publikuję nawet tego różowego czegoś) zrozumie słowa R., który rzekł "nie brałbym. czułbym się jakbym ruchał gościa z reklamy Boomera" (y)
5. z innej szuflady - gdyby Gooral nie wsadzał w większość kawałków na tej płycie midi a la mario Bros mieszanych z dupstepowym wubble bassem i motywami góralskimi to byłoby niezłe cacko. to jest naprawdę prześwietny numer:
i kończąc tym jakże melancholijnym akcentem pozwolę sobie wrócić do mojego najbardziej ulubionego filmu ever i śpiewania w deszczu, i ultra przemocy, brataszkowie moi:
więcej mi się nie chce, dziękuję za uwagę, dobranoc.
20 kwi 2012
8 kwi 2012
===
szybko zmontowałam świąteczne dni z resztek zapasów energii. odłączyłam się od ludzi, większość czau uciekałam i unikałam odpowiadania na, zazwyczaj trywialne, pytania. robiłam zdjęcia fosforyzującego deszczu i piłam hektolitry zielonej herbaty o smaku grejfrutowym. przeczytałam trzy książki i męczyłam sąsiadów eminemem - ku radości studentów z naprzeciwka. pocieszałam smutniejszych ode mnie płaczących nad rozlanym piwem z sokiem malinowym.
cieszyłam się sobą, nareszcie.
mokrego dyngusa dla Pań, a Panom - wesołych jajek.
ps: świetne, świetne i jeszcze raz świetne!:
30 mar 2012
- mała, masz jakąś fobię? lęk wysokości, klaustrofobię, a może coś totalnie dziwacznego?
zapytał ją z uniesionymi brwiami i zmarszczonym czołem, przypominającym piaskowe wydmy, a ona skakała po trawie trzydzieści centymetrów od dziesięciometrowej przepaści. jej beztroska wylatywała jej spod sukienki przy każdym podskoku i leciała ww wszystkie strony tego szaro brązowego miasta. białe skarpetki od spodu zaczynały już nabierać lekko zielonego odcienia.
- jasne, że mam, boję się duchów i zombie.
i ten uśmiech od kokardki do kokardki okalających blond loki.
i co zrobisz z tak beztroską, a już dorosła istotą, gdy tak cię kusi, i tak zagrywa, wciąż udając przypadki, wciąż udając niewiedzę, a rozpustę ma wszędzie na sobie wypisaną, od tych białych skarpetek z kokardkami, przez poobijane od potknięć kolana, sukienkę z plamą od truskawkowego loda na białej piersi, po piegowaty od słońca nos, szklane spojrzenia i te kokardki we włosach, dzięki którym wygląda na trzynastoletnią lolitkę.
1. po nocach nie mogę spać, po dniach nie mogę myśleć, zabrać się za cokolwiek, wymuszam jakiekolwiek odpowiedzi na matczyne opowieści, których nie mam siły ani ochoty słuchać, nie chce mi się wychodzić z domu (ach, piękna pogoda, wiosna, pełna energia), jedynie na papierosa od czasu do czasu. czytam książki i wpatruję się w ścianę, tak bardzo tandetne i typowe to moje na wpół depresyjne przesilenie wiosenne. plus miewam koszmary, takie typowe dla mnie, na wpół ładne, na wpół obrzydliwe, zmuszające do refleksji nad proporcjami człowieczeństwa i wyuzdania w sobie samej. (czy to, że mam wyrzuty z powodu braku wyrzutów oznacza, że jednak mam wyrzuty?)
2. czy tylko ja słyszę to delikatne, acz ładne podobieństwo w bitach na początku? *_*
3. z niusów - wreszcie coś dobrego w PKP, bardzo spoko. (liczę, że jeszcze mi się ta informacja przyda, pożyjemy, zobaczymy, zestarzejemy się):
Od 1 kwietnia zmiany w ofercie PKP Intercity. Taniej do Trójmiasta
4. "Och, Maga, w każdej kobiecie, która była do ciebie podobna, niby ogłuszająca cisza wzbierało jakieś wyostrzone krystaliczne oczekiwanie, klęsnące pośród smutku, jak mokry parasol, który się składa. Tak, właśnie jak parasol, Maga.(...)".
Subskrybuj:
Posty (Atom)


