.

.

23 lip 2012

I need a place to be alone

"I wanna hear what you have to say about me
Hear if you're gonna live without me
I wanna hear what you want
I remember December
And I wanna hear what you have to say about me
Hear if you're gonna live without me
I wanna hear what you want
What the hell do you want?"
DR I remember
---

 




 I'm really scared of getting lost in real life
So please stop asking me for more
Let me get this straight
Let me get this right
I need a place to be alone

I need a place to be
I need a breath to take
Don't wanna scream with my mouth shut
It leads us nowhere
Stop looking at me like that
This is not what I had in mind


18 lip 2012

re-invent.

1. szykują się dwie wycieczki do Warszawy, nie lubię Warszawy. 
2. środek lata, a ja grypuję. chociaż nic dziwnego, skoro na całą noc wychodzę na spacery w deszczu. (dzięki :> ).
3. łapię się na sentymentaliźmie, ale ze mnie cholera. bo stłuczony kubek musiał być akurat ulubionym, a stos śmieci pod biurkiem przypomina tyle pięknych lat. stosy pudełek po butach i skrzyni po piwie. zepsute kable i rozwalone spinki do włosów. zdecydowanie jestem częścią kosmicznego żartu.
4. muszę iść uzupełnić zapasy, nie lubię musieć wychodzić kiedy jestem chora. ale ten fiolet mnie kusi, no i nie mam czego czytać.
5. odpadła mi antena od telefonu.
6. marzy mi się apteka.
7. jeszcze jakby kogoś to kręciło to dzisiaj słucham dobrego rapu.
8. a z nierapów - znowu sie do mnie przykleiły, nie chcę dodawać do tego żadnych wspomnień, wszystko w tym okresie było zbędne:


12 lip 2012

and if you complain once more, you'll meet the army of me*

1. skończyłam już dwadzieścia lat, a dalej rumienię się jak młode nastoletnie dziewczę...
2. zabiłam walecznie osę w środku nocy (!) kwiatowym odswieżaczem do toalet. umarła, zapewne w katuszach, po wpadnięciu gdzieś za łóżko, jako że strumieniem sprayu skierowałam ją na scianę po której mało wdzięcznie spłynęła.
3. czuję się doceniona, w zwiążku z czym poprawił mi się humor, w związku z czym czuję się nienaturalnie, w związku z czym szukam czegoś co mi go zepsuje, a nikogo, kto mógłby mnie porządnie zbesztać nie ma w pobliżu (vel online), w związku z czym automatycznie nienaturalnie bansuję po domu i śpiewam (t.a.t.u.), dopóki mi ta nienaturalność nie przejdzie.
4.  piszę o muzyce. miał byc jeden album dziennie, a jest pięć w ciągu trzydziestu minut. zobacyzmy jak dalej pójdzie, a jak nie pójdzie, to cztery dni mam do przodu i z głowy!


*

wracam na http://pola-paryzanka.liternet.pl/

nie lubię marcepanu

mama chciała mi podziękować
za znośny dzień, przyniosła
merci marcepanowe

spacerowałam trzy godziny, pływałam
trzy godziny, woda przykrywała myśli,
głowę, ręce płonące na słońcu,
czerwone, piekące,
stopy od piasku brudne koc
brudzące

założyłam słuchawki, nie ściągałam
ich z głowy trzy godziny,
czytałam książkę o małoczytelnej
czcionce, otarłam oczy nadgartkiem,
mam czarny nadgarstek,
wytuszowany

wróciłam do domu tramwajem numer
dwadzieścia, który się zepsuł przy mogilskim
i stanął, a mi rozładowała się bateria

potem przeczytałam, że Tomasz Pułka utopił
się w Odrze i przyszła do mnie mama
z herbatą grejfrutową i resztkami merci
zostały same marcepanowe
nie lubię marcepanu

---

detrytus Tutys i czterolistna Marsylia

pisałam:
[mam Cię. a w międzyczasie
trzymam za ręce nowości, wypływające
z podglądania twojej żarłoczności, nakładam na stół
noże i kwiaty - Oxalis acetosella a może
Schistosoma haematobium który być
może nazywa się Schizophullum subulosum
 kiedyś to wiedziałam, teraz tylko ścinam
łodygi, potem parzę ręce smażąc ci jajecznicę, omlety,
francuskie tosty (w tle discovery channel - Rzymianie
budują mosty, papierosy dopalają się do reszty
w popielniczce, wszystko stygnie, czekam)

trzymam za ręce świeżości, wypływające
z podglądania twojej porannej nagości, kiedy śpimy
obijamy o siebie kanciaste kolana i łokcie, rozmasowuję
siniaki twoje i swoje krwiaki podnaczyniowe,
ale nie mogę narzekać, mam Cię,
poglądam, całuję, masuję, trzymam, gotuję, ścinam,
układam, mam Cię, zapominam, mam.]

to było sto sześć [chyba] nadzwyczajnych dni. ileśtam dni
temu.

9 lip 2012

o pierwszej w nocy, podczas ulewy, nadjeżdża maszyna myjąca ulice. przerywa mi senną kontemplację deszczu, więc wstaję, robię kawę, oglądam, czytam i słucham o genetyce, siedzę w wannie, myślę o tym skąd wytrzasnąć pieniądze na (jakże spontaniczne przecież, i kompletnie nie planowane) namioty na drugim końcu Polski i jak naprawię do tego czasu aparat. mówiąc krótko: marnuję się.

tak poza wszystkim: http://polaparis.tumblr.com/

pytasz co u mnie



otwieram skrzynkę pocztową.
w poszukiwaniu frustracji nic nie spływa gładko.
te wszystkie "donikąd" pociagi się plączą jak kable, mam wiedzę, mam słowotok, nie mam władzy. otwieram 356 stronę, a tu gitarowe solo, zeszły rok, czysta, prosta, krótka rozkosz. uśmiech pośród włosów, przyklejonych do spoconego czoła. spacery Sarego - Bogusławskiego - Sebastiana - Dietla. i chłodne zielenią jeziora. i łokcie, kolana, knykcie zdarte ze skóry. słowne przekomarzanki. na śniadanie grzanki.
to już rok.
a Ty pytasz co u mnie ("wiesz, po tylu latach, odpowiedzieć to trudne, zwłaszcza, że w różnych światach przyszło nam żyć i po co chcesz mnie nagabywać, mógłbym przeciąć nić i krótko zripostować bywaj."*).
sens zgubiony. burczenie brzucha zapite wodą z cytryną i myslą o lepszym wczoraj.



-

* A.J.K.S. "Pytasz Co U Mnie". 


19 cze 2012

"Z twarzą zanurzoną  po uszy w jej cudownie jędrnym tyłku, nie mogłem wyjść ze zdumienia,
czego kobieta potrafi się doszukać, jeżeli przypadkiem wyrwie ci się 'Kocham cię'.
Tymczasem sto procent facetów ma wtedy na myśli 'kocham to'. "

5 cze 2012

tatuaż zdobi Twoją pierś, i w Twojej głowie pełno tatuaży.

kim jesteś i jak to się stało, że tak bardzo chcę się oczyścić? co się wydarzyło? co tu się wyprawia?
spinam włosy i wlewam w gardło herbatę, szósta rano, pierwszy papieros, samotny spacer w deszczu. jeszzce jeden dzień, jeszcze jeden raz. to już rok, nic się nie zmienia, choć wszystko uleglo zmianie. przypominają mi się urywki, fragmenty, każde odepchnięcie i każde przyciąganie. pierwsze zielone miejsca, wietrzne nocą, albo czasem zadymione. wyrzuty (kocham wyrzuty), dziwne sytuacje, zwykłe przejażdżki tramwajami.
tak to już jest, że kiedy mogę to wcale nie jestem samotna.
"to jest mój sen, ten sen przeraża mnie. w pokoju bez ścian zamykam się. nie ma nic, nie ma mnie. niby bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. to jest mój sen, ten sen zawstydza mnie. zachłanna i zła wciaż więcej chcę. nie ma nic, nie ma mnie. niby cudownie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. budzi mnie wiatr. wiatr niesie strach. budzi mnie deszcz. deszcz tuli mnie. budzi mnie blask gorących dni. budzi mnie krzyk, czy wciąż się śni? nie ma nic, nie ma mnie. niby bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze w moim śnie. budzi mnie wiatr. wiatr niesie strach. budzi mnie deszcz. deszcz tuli mnie. budzi mnie blask najgorętszych dni. budzi mnie krzyk, czy wciąż się śni, śni się, śni się, śni...czy wciąż się śni?"
chciałabym teraz inaczej, po prostu inaczej. chodź, zniknijmy.

-Well, what was I to you? The girl you screwed to get over being screwed?
-You were like coming up for fresh air. It's like I was drowning and you saved me. It's all I know.
-It's not enough.
 robię się cholernie rozwalona i sentymentalna.

4 cze 2012

 
 
jest 3:24 w nocy, herbata w termosie i deszcz za oknem. chociaż jest mi zimno siedzę na parapecie i palę papierosy jeden za drugim, jak jakaś pieprzona mantra, czy powinność. moje myśli śmierdzą nikotyną. moje palce śmierdzą tytoniem. moje kolana najpewniej pachną deszczem.(przypomniał mi się mój list do eLJota sprzed kilku lat o Mężczyźnie tak pięknie całującym po kolanach, że żaden inny w usta tak nie całował. piękne i smutne czasy. prawie jak teraz.) teraz chcę  przestać odczuwać cokolwiek. gdyby to była tylko zwykła ludzka potrzeba drugiej osoby, wygenerowana przez hormony, wpływająca na przepływające feromony. nie  wiem, dlaczego nie może być inaczej.  
(na "liście" od "Ciebie" odbiło mi się herbaciane kółko.)
po nocy w Krakowie, deszczowej nocy, chodzą smutki z Autoclav1.1 na słuchawkach, z poobijanymi duszami.
nigdy nie biorę, nigdy nie władam, prawie zawsze się oddaję. dzisiaj jestem Jego, jutro
będę kogoś innego, bezwolna i otumaniona. rozumiem swój błąd, ale tak dobrze jest znów go popełniać.
puste nadzieje. puste słowa. bez zmian. bez zmian. bez motywacji.

p.s. czytam Lolitę, mimo, ze wielokrotnie widziałam film, a może właśnie dlatego. nienawidzę pieprzonej nimfetki.


---
nie mówię nic i tak jak Ty
rozciągam usta w srebrny śmiech
złamana w pół nakrywam stół
i pytam jak Ci minął dzień

gdy będziesz spał
cichutko wymknę się
przepłynę wzdłuż
ocean moich łez
i wrocę zanim słońce wstanie

wychodzisz i zostawiasz mi
przez próg rzucony tani gest
nie mówię nic i tak jak Ty
rozciagam usta w srebrny smiech

wieczorem dasz mi garść
dusznego bzu
bym mogła w nim utopić
cierpki ból
a wtedy Ty poczujesz się
niewinny

dotykasz mnie i sprawiasz, że
już prawie wierzę w Twoje słowa
lecz gasisz ogień szybko zbyt
czy wiesz jak marznę w Twych ramionach?

zasypiasz, ja cicho wymykam się
przepływam wzdłuż ocean moich łez
w pamięci wskrzeszam tamten maj i bez
i wrócę zanim słońce wstanie.