'przeciwieństwem wstydu nie jest bezwstydność tylko poczucie bezpieczeństwa.'
.
25 gru 2009
24 gru 2009
Shake The Disease
baterie rozładowane w aparacie, dlatego jest On widoczny na zdjęciu.
razem z fioletową kaczka.
i prezentem świątecznym-kocem.
23 gru 2009
.
'wyobraźcie sobie dom, w którym, no, jest to wszystko co tu widać. sprzęt. akustyczny, wizyjny, i co z tego, że to wszystko, kurwa, tu stoi jeżeli to jest martwe, bo nie ma prądu, i na co mi to wszystko, o dupę to rozbić, bo nie ma tego prądu, czyi nie ma tego co ja chcialem miec w zyciu, czyli szczesliwej milosci. (...) uciekam od tego świata.'
22 gru 2009
otępienie.
rano:
sok grejfrutowy z rana i palenie papierosa w zimowym słońcu (pod płaszczem tylko spodnie i stanik), przesłuchana cała dyskografia velvet acid christ w celu uzyskania pierszwego tysiąca na laście, nadal nic nie dające próby skupienia się nad notatkami z biologii (ja naprawdę chciałabym zdać tę maturę), mama czytająca przepisy ciasteczek na święta, siostra biegająca z psem na śniegu i moje sny, w których smieję sie do Ciebie na głos. :)
to jakaś straszna pomyłka związana z zimowo świąteczną zmianą cisnienia czy ja próbuję być szcześliwa? jeśli to drugie to w jaki sposób ja mogę znowu być szczęśliwa? opowiedz mi o tym najlepiej jak potrafisz.
już dawno nie byłam tak ufna.
nauka chodzenia od początku. jak po ostrej fazie. nagły szok i chęć latania za oknem. pamiętam błękit ego żył na przeramieniach, pamiętam wszystko. pamiętam pierwsze letnie dni z jakimis chłopcami, pamiętam święta bez śniegu, pamiętam swoją własną naiwność, ale pamiętam też swoją nieufność. teraz czekam na zapach wiosny.
zastąp mi wszystko czego nie miałam. wszystko to, co straciłam. przynajmniej tyle ile jestem warta. buzujesz we mnie jak szampan. tak samo zresztą smaczny.
to jakaś straszna pomyłka związana z zimowo świąteczną zmianą cisnienia czy ja próbuję być szcześliwa? jeśli to drugie to w jaki sposób ja mogę znowu być szczęśliwa? opowiedz mi o tym najlepiej jak potrafisz.
już dawno nie byłam tak ufna.
nauka chodzenia od początku. jak po ostrej fazie. nagły szok i chęć latania za oknem. pamiętam błękit ego żył na przeramieniach, pamiętam wszystko. pamiętam pierwsze letnie dni z jakimis chłopcami, pamiętam święta bez śniegu, pamiętam swoją własną naiwność, ale pamiętam też swoją nieufność. teraz czekam na zapach wiosny.
zastąp mi wszystko czego nie miałam. wszystko to, co straciłam. przynajmniej tyle ile jestem warta. buzujesz we mnie jak szampan. tak samo zresztą smaczny.
wieczorem:
ja juz nic nie powiem o mężczyznach. nie dzisiaj.
kawałek mojego osobistego łóżka.
21 gru 2009
20 gru 2009
PJ Harvey.
bywa ciężej. prawda?
nadgarstki z niebieskimi żyłami grzanymi pod strumieniem gorącej wody.
gdybym chciała pewnie by wcale nie bolało.
patrzy na mnie maszynka do golenia. przypominają mi się Jej słowa: 'wystarczy podważyć nożyczkami, tak, żeby z jednej strony wystawało ostrze. (...) rany do szycia'.
śmiech roznoszący się wśród kafelkowych ścian.
kiedy przyszła odwaga odeszły powody.
dochodzi do mnie jasno, że mam po co żyć.
choć to tak dalekie. i takie niepewne.
ale jest.
usmiecham się sama do odbicia w zaparowanym lustrze.
19 gru 2009
7. Symfonia Beethovena.
wczoraj:
oddech przechodzący przez przełyk, przeciskający sie pod mostkiem.
wpływający do płuc. wraz z dymem.
glowa bezwładnie zwisająca z łóżka, nagie ciało pod pościelą, pusta butelka po winie, przewrócony kieliszek, to chyba kac.
tak się budzę dziś.
herbata i papieros potrafią czynić cuda.
patrzę na zegarek: 15:47. i ani jednego słowa. ani od Ciebie, ani od nikogo.
przespałam znów dzień.
kiedy udaje mi się poukładać myśli siadam nad encyklopedią biologicznąi próbuje się uczy.
co z tego, że próbuję, skoro wtedy wlaśnie wchodzisz do mojej głowy i robisz zamęt.
uśmiecham się do własnych marów.
grzebię w kieszeniach. znajduję papieros, w portfelu, dwa dni temu od Tomasza (kocham Cię, Tomek!), zapalam i po chwili już nawet nie myslę o tym, że miałam się uczyć.
każde zaciągnięcie się za każdy sen, za każdy dotyk, ża każdą bolesną pobudkę.
może nie jestem konwencjonalna, ale nie jestem też oryginalna.
odbicie w lustrze i wanna pełna gorącej wody.
wpływający do płuc. wraz z dymem.
glowa bezwładnie zwisająca z łóżka, nagie ciało pod pościelą, pusta butelka po winie, przewrócony kieliszek, to chyba kac.
tak się budzę dziś.
herbata i papieros potrafią czynić cuda.
patrzę na zegarek: 15:47. i ani jednego słowa. ani od Ciebie, ani od nikogo.
przespałam znów dzień.
kiedy udaje mi się poukładać myśli siadam nad encyklopedią biologicznąi próbuje się uczy.
co z tego, że próbuję, skoro wtedy wlaśnie wchodzisz do mojej głowy i robisz zamęt.
uśmiecham się do własnych marów.
grzebię w kieszeniach. znajduję papieros, w portfelu, dwa dni temu od Tomasza (kocham Cię, Tomek!), zapalam i po chwili już nawet nie myslę o tym, że miałam się uczyć.
każde zaciągnięcie się za każdy sen, za każdy dotyk, ża każdą bolesną pobudkę.
może nie jestem konwencjonalna, ale nie jestem też oryginalna.
odbicie w lustrze i wanna pełna gorącej wody.
dzisiaj:
i że sny nie są prawdziwe, tak mówił.
przekonaj mnie, proszę, że kłamał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


