.

.

8 mar 2010

Kothbiro.

pozwolę wiośnie dojrzeć,a potem zmienię się w wiecznie naładowaną maszynę.
mam nadzieję, że życie da mi na to szansę. przynajmniej ostatni raz.
przez pół godziny patrzyłam na dziecięcy wiatraczek przy czyimś balkonie, który kręcił się na wietrze.
myśląc o tym wszystkim bardzo chciałam, żeby się zatrzymał. żeby wszystko się zatrzymało, dało mi odpocząć, pomyśleć, ułożyć sobie wszystko to, na co nie mam czasu.
jutrzejszy dzień może się okazać najtrudniejszym w moim życiu.

7 mar 2010

marzec już.

po prostu usiąść i napisać. Twoje imię napisane gdzieś tam w środku tekstu najpierw wywołuje uśmiech, a potem oczy stają się szerzej otwarte i okolice mostka i przepony zaczyna wypełniać powoli strach.
przypomniałam sobie koniec wiosny, a lata początek sprzed kilku dobrych lat. patrząc z dzisiejszej perspektywy byłam wtedy jeszcze dzieckiem, słońce mocno paliło prosto w twarz i odbijało się od tych kolorowych murów ceglanych pokrytych graffiti.
patrzyłam wtedy na Niego i ściągałam z Jego czarnej koszulki babie lato.
mój mózg wyłożony jest kolcami, na które wciąż nabijają się moje myśli, coraz głupsze pomysły, coraz gorsze rozwiązania. 
znowu zaczęłam się bać ciemności, jak w dzieciństwie. wzory na zasłonach zamieniają się w złowrogie twarze, a płaszcz wiszący na drzwiach jest nagle drżącą postacią. drzwi, które były zamknięte są nagle uchylone, a łyżka leży z lewej strony kubka, mimo, że herbatę mieszałam prawą ręką.
boję się jednak najbardziej tego, co siedzi we mnie. ma martwe oczy.
może panikuję, choć to nie w moim stylu; ale i tak dziś rano nie przyszedł do mnie ratunek.
jutro rano też pewnie nie przyjdzie.






królicza agresja.
















fragmenty mojego osobistego bajzlu.


6 mar 2010

'nigdy' jest obietnicą.


nie starczyło mi siły na wybaczenie Ci tego, jak bardzo byłeś nieuważny.
sobie też. jak bardzo byliśmy nieuważni.
kiedy zamykam oczy widzę Twoje, szaroniebieskie i moje, szaroniebieskie. czy trzecia para tez mogłaby być szaroniebieska?
tylko o tych kolorach myślę, jak gdyby nic innego nie było ważne.
obmyślam też zażycie silnych leków.
nie myślę o rzucaniu się z okna, pod pociąg, ani tym bardziej o rozmowie z Tobą.
boje się Twojego wzroku, boję się Twoich słów.
czy byłbyś agresywny? na pewno byłbyś wściekły.
pozostała mi nadzieja, że nie będę musiała z Tobą przeprowadzać takiej rozmowy.
albo silne leki.

4 mar 2010

evviva l'arte


Eviva l'arte! Człowiek zginąć musi -
cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,
nędza porywa za gardło i dusi -
zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,
choć życie nasze splunięcia niewarte:
evviva l'arte!

Eviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy
nędzny filistrów naród! My, artyści,
my, którym często na chleb braknie suchy,
my, do jesiennych tak podobni liści,
i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,
evviva l'arte!

Evviva l'arte! Duma naszym bogiem,
sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,
możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,
ale jak orły z skrzydły złamanemi -
więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?
evviva l'arte!

Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną
ognie przez Boga samego włożone:
więc patrzym na tłum z głową podniesioną,
laurów za złotą nie damy koronę,
i chociaż życie nasze nic niewarte:
evviva l'arte!

1 mar 2010