.

.

27 cze 2010

nest - cad goddeu

kimkolwiek jesteś.
żołądek i przełyk trwale poparzone herbatą.
męczy mnie poranna suchość, nawet najzwyklejszego spojrzenia.
brudne komentarze, oczywiste gesty.


znajdujesz się w samym centrum mojego uzależnienia.

i zastygam, z ufnością.
pachniesz wiatrem.
poduszki zaścielone jasno.
światło w stylu tuż przed czwartą nad ranem.






pustki










To skończy się źle
Udusimy tu się nie ma szans
Zamknięci pod kluczem
W kartonowych pudełkach bez dziur
Nie tak miało być...

Nie ma końca ten stan
Nie zasypia się nam byle gdzie
Ścianom bliżej do ścian
Sufit niżej niż przedwczoraj był
Nie mogę dziś wstać...

Za ciasno dla słów
By mogły znaczyć co chcą
Za ciemno dla głów

Za ciasno dla słów
By mogły znaczyć co chcą
Za ciemno dla głów

Gdy na klatkach psy
Na balkonie niedobrze mi
Dziesięć pięter w dół
Leci ślina nim pęknie na pół
Chybiłem o metr...


Za ciasno dla słów
By mogły znaczyć co chcą
Za ciemno dla głów


26 cze 2010

feeling used.

usta mi zaczęły drętwieć ze strachu, a hormony raz roznoszą mnie od środka, a raz mdleję.
tęsknię, i chcę się napić. i zapalić. zapomnieć się znów.
jutrzejszy dzień będzie dla mnie podwójnie ciężki.
plus: znowu mam obrzydzenie do kawy i przepłukuje ten ohydny smak z ust kolejnymi litrami herbaty.

edit: kilka ciężkich dni później.


nadal etap herbaciany. z Plath na niemal jesiennej ławce i smutnymi postanowieniami składanymi sobie po raz n-ty, za każdym razem n jest przecież o jedno większe. z bardzo dziwną, smutną, spokojną muzyką, która tak dziwnie uderza w moje zachwiane poczucie bezpieczeństwa. zamiast owinąć sobie palce różańcem zalewam się kolejnymi trunkami, wmawiając sobie, że po wakacjach po raz trzeci rozpocznę od nowa i tym razem się uda, nie mogę być przecież aż tak bardzo inna od wszystkich. czas pokaże.
póki co bardzo chciałabym zamknąć oczy i otwierać je tylko po to, żeby zobaczyć namacalne bezpieczeństwo i móc ze spokojem spać dalej.
to może dlatego dokucza mi bezsenność.

znowu kolejne puste beznadziejne nijakie kilka godzin.
a potem następne. 
i tak przez całe życie.

22 cze 2010

pion.

Sylva Plath

Jestem pionowa

 Lecz wolałabym być pozioma.Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,
Ssącym minerały i macierzyńską milość,
Żeby każdego marca rozbłysnąć liściem,
Nie jestem też tak piękna jak kląb ogrodowy,
By wzbudzać okrzyk zachwytu wspaniałą barwą,
Nieświadoma, że wkrótce utracę swe płatki.
W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne
A główka kwiatu bardziej godna podziwu.
Ja zaś pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,
Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy.
Przechadzam się pośród nich, lecz mnie nie widzą.
Wyobrażam sobie, że kiedy śpię,
Jestem do nich bardzo podobna-
Myśli mi się mącą-
To położenie jest dla mnie naturalne,
Gdyż wtedy rozmawiam swobodnie z niebem,
A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:
Wówczas drzewa choć raz mnie dotkną, a kwiaty znajdą dla mnie czas

Rafał Wojaczek

Krzyż

Ja jestem pozioma
Ty jesteś pionowy
Ty jesteś góra
Ja jestem dolina
Ja jestem Ziemia
Ty jesteś Słońce
Ja jestem tarcza
Ty jesteś miecz
Ja jestem rana
Ty jesteś ból
Ja jestem noc
Ty jesteś Bóg
Ty jesteś ogień
Ja jestem woda
Ja jestem naga
Ty jesteś we mnie
Ja jestem pozioma
Ale nie zawsze
Ty jesteś pionowy
Ale do czasu
Ja jestem pionowa
Góra orgazmu
Ty jesteś poziomy
Przy mnie

21 cze 2010

T.

dobrze zatem, spotkaliśmy się po raz pierwszy w deszczu.
ja miałam na sobie tę nieszczęsną sylwestrową sukienkę i stałam pod czarnym parasolem przy tablicy, gdzie pewnie wisiały jakieś plakaty.
Ty szedłeś, z kapturem bluzy naciągniętym na głowę, cały zmoknięty, przy czym Twoja twarz zdawała się być jeszcze bardziej wydłużona, oczy szerzej otwarte; wiedziałam, że byłeś zasłuchany na chwilę przed dostrzeżeniem kabla od słuchawek. na plecach futerał. ja stałam, Ty szedłeś, z mojej lewej, koło mnie, w prawą stronę. spojrzałeś na mnie dwa razy. najpierw długo, przeciągle, ale wytrzymałam to spojrzenie. potem, już musiałeś lekko przekrzywić głowę w prawo, popatrzyłeś na mnie bardzo krótko, jak gdyby tylko upewniając się, że ja nadal patrzę. patrzyłam jeszcze długo, na tyle, że ludzie stojący koło mnie zaczęli mi się przyglądać.
nie mogąc powstrzymać uśmiechu stałam tam nadal, niemal zapominając celu, dopóki sam o sobie nie przypomniał.
pewnie jeszcze nie wiesz jakiego typu stworzeniem jestem, ale lepiej mnie nie przyzwyczajać do takich spotkań, takich spojrzeń-właściwie do żadnych lepiej nie.
nie wiem kiedy minęła ta noc, ale miałam w głowie cząstek Twojej głowy, zgłębiałam to przez te kilka godzin.
a teraz jestem z powrotem w masywie i podniecam się nim, i On mnie połyka.

spin spin sugar

przychodzi, gryzące i milczące.
to jest na tyle oczywista bzdura, że nie będziemy o tym rozmawiać.
bezsensownie udaję, że śpię, żeby przedłużać to naturalne i nie krępujące milczenie.
pierwszy, drugi, trzeci, czwarty papieros w porannej pościeli.
pali się je z na wpół przymkniętymi oczami. pali do samego filtra. 
wydmuchuje się dym w zapach deszczu.
jakaś gra. autobusy zapłakane deszczem. suniemy, nie chcemy się zatrzymywać.


wieczorem za to, teraz, podniebienie smakuje mi winem.
nie wiem, coś mnie ciśnie, parapet, zmoczone deszczem kolana i ostatni papieros.


wreszcie (?) własna pościel, własne sny, niedzielona przestrzeń. 
ja nie wiem czy uda mi się w takich warunkach zasnąć.


S P I N S P I N S U G A R



20 cze 2010

zaiste, chędogo.











Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej
Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam
I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam
I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej
Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła
Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś
Ze nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz.

17 cze 2010

dsbm

PS Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie...
---
dlaczego tak powiedział?
może to z braku szacunku do mojej osoby, nie wiem, byłam zbyt pijana, żeby zareagować. im więcej się dzieje tym gorzej radzę sobie z napisaniem czegokolwiek.
jest zachwyt, ale na tym się kończy.


zastygłam. bo prawdopodobnie tak właśnie to smakuje.
to chyba jest wyjście z tej emocjonalnej klatki, dobrze, bo już zaczynałam się dusić, teraz to puszcza i łatwiej się funkcjonuje.
i tak właśnie zajmiemy się sobą wzajemnie, i nie będzie to zabrudzone żadnymi emocjami, będzie to czyste i pełne, pozwolę Ci się skupić na sobie, sama zajęta będę odczuwaniem. smakowaniem.
z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć.
zamiast tego znów nałogowo zaczęłam pić herbatę.