.

.

24 lip 2010

Daníel Bjarnason



zasypiam. tak jakbym wcześniej nie potrafiła.
budzę się cała obolała, i w połowie to moje ciało a w połowie sny, w których wszystko przygniata mi klatkę piersiową, zwłaszcza Twoje słowa.
te naciski.
i muzyka, najpiękniejsza, zamiast kołysać do snu, jedynie usypia czujność.
przyjaciel, który jest.
na razie.
Mężczyzna, na którego patrzę.

wszystko po to, żeby jutro nie bolało, gdy znowu się obudzę. 
pełna czujność, pełna siła.
zaciągam się i zapominam, czarne kruki, to jedyne, co jest w stanie pochłonąć całą moją uwagę.


S T A R A M   S I Ę .

21 lip 2010








łapanie równowagi w momencie, w którym wszystko się wokół pierdoli chyba nie jest do końca klawe, ale co ja poradzę. nikt nie powiedział, że będąc normalniejszą ni mogę być jeszcze bardziej popierdoloną. tylko ciekawi mnie, w którym momencie to zjebałam i czy do końca to moja wina. tak czy inaczej, bogatsza o doświadczenia, uśmiechy, łzy, promile, i możliwość odczuwania tego samego zapachu - chodzę z uśmiechem.
radykalnie zmieniam wewnętrzną rzeczywistość, po to by pod koniec dnia usiąść i zapalić papierosa.
mimo wszystko to jednak trudniejsze niż myślałam.