.

.

9 lis 2010


zaplanowałam własną samotność
i jak gdyby się prosząc
na klęczkach
niechcący
zapoznałam tego dotyku
który niesmacznie przepływał mi przez gardło
niczym alkohol
z każdą chwilą się przyzwyczajałam
żeby go wreszcie pokochać
 TO JEST  S Z A L E Ń S T W O













7 lis 2010

"nocne cienie czają się w pustych pokojach, które kiedyś wypełniały emocje."

"Chyba jestem szalony. Mimo że konstrukcja runęła, wszyscy są jak za niewidzialną szybą. Moi przyjaciele, wrogowie, byłe i potencjalne ukochane. Jedni są sami, inni spacerują grupami. Czasami próbują do mnie dotrzeć, ale ja już tego nie chcę. Teraz ich kolej przekonać się, jak to miło rozbijać sobie serce o mur."
T.B.










rozbijam konstrukcję na małe cząsteczki.
przesiaduję z nim w swojej duszy.
jestem spokojem. wystarczam sobie w swoim pragnieniu - ono mnie pochłania i dlatego nie wychodzę z swojej krypty, nie pochłaniam rzeczywistych obiektów; spędzam czas z marami. 
czytaj mi, czytaj mi Edgara.
koty szeleszczą papierkami, mroźne powietrze zza okna, zaciągam się papierosem.
istnieję w sobie.
sen zatopiony w herbacie. wypić to nagle, zachłannie, zakrztusić się, wypluć, zabić. i zapalić papierosa. zgasić sen papierosem. ogień gasi wszystkie sny. ogień gasi każda łza.
nie przychodzi :cicho, cicho, już jestem:.
wieczory z Beksą. nachodzi mnie nadwrażliwość.






"nie trudno domyślić się, że mój tajemniczy przyjaciel także mnie wtedy opuścił. po prostu przestał pojawiać się na moje desperackie wołania. zostałem całkiem sam z butelką dyżurną przy boku w pustym domu bez klamek, w moim własnym wariatkowie, przepełnionym wspomnieniami i rozpaczą.
i tak oto miłość pokonała nawet moją dumę. zrozumiałem, że ten rodzaj miłości może doprowadzić mnie jedynie do obłędu, lecz nadal pragnąłem perfekcji, ideału. 
zawisła nade mną chmura, a przeznaczenie poczęło wymykać się z rąk.
któregoś dnia połknąwszy dużo ilość środków nasennych na chwilę znalazłem się na tamtym świecie i wiem. 
wiem dobrze, że tam tez nie ma nic."
T.B.




zapadłam popadłam w ciemną jasność jasną ciemność.
udawanie, że wszystko mi wychodzi, że nic się nie udaje jest nudne i niepotrzebne.






zaczynam się bać tej pustki w płucach.
wypełniam ją na siłę, choćby dymem.







6 lis 2010

silver lining.

ściągać ubranie, które dwie godziny wcześniej zrywał z Ciebie ktoś inny.
sluchać Decypher w autobusie pełnym brudnych zmęczonych ludzi. 
robic zdjęcia niedokończonym obiektom architektonicznym, włazić na budowę, rozszarpując przy tym pończochy.
wypalać cudze papierosy.







4 lis 2010

cmentarze.

04:39 - żadnych objawów dnia, kot potulnie śpi na poduszce, obejrzałam słaby film, posmarowalam usta, zasiadłam do Kowalewskiej, szybko mi się odechciało;
skończyłam ze sobą i Hocico nad zeszytem. przepatrywałam wszystkie słowa wstecz, aż do połowy lutego - bo to niechlujny i niestystematyczny zeszyt.
" (...) slodycz jaką oblożyłeś moje ciało została oblana kubiem goryczy. nawet nie jestem w  stanie tego wszystkiego z siebie zlizać i połknąć. (...) budziliśmy się jak dotąd równocześnie. (...) spacery po nagości. zero romantyzmu. czysta erotyka. zamykam oczy i modlę się do siebie, żebyś mi się nie śnił (...) jeśli nie stać nas na piękną nieszczerość, bądźmy szczerzy i śmiejmy się z tego jak nazwajem się w sobie odbijamy. (...) spotkałeś moje usta na granicy obłędu. zalana alkoholem i pragnieniem. masz co chciałeś. nie byłam zbyt uważna. zbyt mocno zawierzyłam swoim dłoniom. " - pisałam do Tamtego z wietrzym, rozwianym uśmiechem. potrzebowałam zawierzyć w swoje własne szaleństwo. pierwszy okres dorosłości.
zapach, który pozostaje na zawsze.


27-ego lipca już był w moim życiu, pisałam mu zyczenia bezokazyjne. 


ostatnie dwa miesiące z ciężką duszą, ciężkim ciałem, ciężkim obuwiem.
potrzeba jest zawsze silniejsza od postrzegania rzeczywistości.


09:11
swit, odsunęłam zasłonę. 
chcę spać, wszędzie napotykam krew.


pół nocy oszukiwałam niebo farbami. 









30 paź 2010

mogę mówić wciąż  j a k b y o m n i e


nie mogę zacząć  b y ć m n ą 







' Pewnego razu Remy oszczędził dzieci, które oskarżyły o czary swoich rodziców, kazał je jednak nagie wychłostać batem i pędzić woło stosu, na którym umierali ich rodzice. Była to "sprawiedliwość", która budziła przerażenie u oskarżonych. Remy chwalił się: "Moja sprawiedliwość tak jest doskonała, że w ubiegłym roku szesnaście osób zabiło się, aby nie wpaść w moje ręcę." '

zaplotłam warkocz (Ty pamiętałeś kiedy zaplatam warkocz) tak jakby mnie to miało przed czymś uratować, ale i tak ubrałam ciało dziwki. w dwóch stopniach celsjusza, sukience i papierosie, wychodzę na poranny niespacer. i nie wiedzieć skąd i po co myślę o tym skurwieniu na siłę. wróć - niekurwieniu się na siłę. wróć - kurwieniu i niekurwieniu się na siłę. tak - braku stanu pośredniego, idealnego.
wypiłam litr wody mienralniej zapychając nią żołądek, zapychając ciało, i obiecując sobie, że jutro już mnie nie bedzie takiej samej, juz dzis wieczor bede lepsza, pochlonie mnie noc, pochlonie mnie zmrozone miasto, pochlonie mnie spocony parkiet, pochlonie mnie skupiony dj, pochlonie mnie elektroniczna maszyna. ciało dziwki. dusza coraz bardziej pusta.


czy wiesz, że kiedy słucham soundtracku z Twin Peaks to powietrze smkuje mi Tobą? jeszcze jak otworze przy tym okno (7:12) i zapalą papierosa. koty ustawiły się na parapecie i patrzą jak budzi się dzień.


kolejna szklanka gazu zapijana kolejnym kubkiem herbaty. sen mógłby mnie odurzyć, mógłby mnie wzmocnić na noc. ale muszę ukrywac się przed matką, muszę stać na wysokości, muszę czekać, nie mogę teraz zasnąć.


07:27 niepokój już mnie mrozi.


08:55 potencjalny przezsenny dotyk mnie moży do snu. zawierucha umysłu.
obym się obudziła na czas.
jedna pigułka do snu.


08:57 bojęsiębojęsięboję.

weźmnieweźmnieweź.
zabierz.


egzystencję moją ważyli w hektolitrach. hektokilogramach. hektobrzydocie.
szukałam się w słowach poetów ("Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej (...)"), w słowach kawiarnianych psów dopijających przy barze kolejną szklaneczkę, w oczach mężczyzn prawdziwych i sztucznych, udawanych, bardziej bowiem byli oni maszynami. szukałam się w gestach prądów mi bliskich, prądy odpłynęły, prądy nie wrócą do mnie na zimę. 
wciaz jest mnie kurewsko za duzo, chce moc przestac, chce wymazac, zetrzec, wydrapac, zakopac.


j a   j e s t e m   p r z e m o c . 
s e r c e   j e s t   p l a m k ą   n a   m ó z g u . 


jest Mężczyzna. bardziej jednak jest on chłopcem. a najbardziej to on jest nietykalny. przez co i ja jestem nietykalna. wciąż narwana, rozdrapana, rozdrażniona.


r o b i s z   m i   n i e p o r z ą d e k .