dziękuję Panu, za ten piękny wieczór, wie Pan, ja się okrutnie dziwię ludziom takim jak my, co chcą się czuć wolni, są tak postrzegani, ale wiadomo jak urządzony jest ten świat, dziś podłożysz nogę staruszce wychodzącej z tramwaju, jutro sam będziesz za nim biegł dźwigając walizki, śpiesząc się na dworzec, a motorniczy ci drzwi przed twarzą zatrzaśnie i, choć stoi jeszcze piętnaście sekund na czerwonym, nie otworzy. wiem, proszę Pana, ja wiem, że Pan nie biegłby za tramwajem, ale to byłby właśnie pierwszy raz - upewniający efektem, że dobrze było wcześniej nie biegać - no ale pociąg, wiadomo. wie Pan, ja ukracam życie takim formom jak pośpiech, dławienie, zgaga i ból menstruacji. odkładam sobie to na potem, wszystko na potem, poza, proszę Pana, odczuwaniem, smakowaniem, eksperymentem i zabaw z percepcją. słowa kluczowe takiej zabawy to trzydzieści ( dziesięć razy po trzy razy), oraz trzyliterowe dxm czy aco. zabawa, durna zabawa, po co to komu, ale z drugiej, czy raczej, trzeciej strony... zresztą nieważne, zmieńmy temat, ten mnie drażni, wszyscy mi to zaciskają na gardle jakbym sama nie wiedziała. zaciskają mi gardło, a ja uciekam od dławienia, mówiłam już przecież. a seks, proszę Pana? rajzefiber, Pan to wie. fellatio, cunnilingus, i tym podobne, zwieńczeniem jest climax i pach! bo wiem Pan, my tu sobie gadu gadu, winko się kończy, Pan wie, takie tematy napływają człowiekowi. właściwie.. wino się skończyło, ja tu mieszkam, o tu, to okno, tak to Chopin, zgadywał Pan? ach, zna Pan, no to następnym razem porozmawiamy o Chopinie i o Beethovenie, bo to mój ulubiony, Panu zostawię Mozarta i Brahmsa, będziemy się roztkliwiać i rozczulać. tu Pan ma mój numer telefonu, w kieszeni marynarki, wsadziłam Panu karteczkę, kiedy odkorkowywał Pan wino i zostawił ją na krześle, żeby plam nie było, więc sobie pozwoliłam, Pan się nie gniewa, prawda? właściwie... Pan ma takie ładne szklane oczy.. czemu Pan się śmieje, nie, naprawdę, one są szklane jak to szkło, o tutaj, w drzwiach, tylko lepiej oświetlone i delikatniejsze, cieńsze, słabsze, wrażliwsze, a ja nie znam imienia tych oczu, prawe, lewe nic nie znaczy, a Pan niewiele chyba ode mnie starszy, i usta też Pan jakoś nazywa, ach, ładne imię, wiesz, nie znałam dotąd żadnego mężczyzny o tym imieniu, to ważne, dobrze, nie przesiąkło żadną klątwą. może wejdziesz na herbatę, zimno się robi, ja wiem, wino nas rozgrzało oboje do zwierzeń i wspomnień, ale to alkoholowe złudzenie, jedno z wielu jakim pewnie oboje teraz ulegamy, tylko te szklane oczy, bo wiesz, ja mam swoje kryteria u mężczyzn, bladość skóry, wystawanie knykci, żylastość przedramienia, faktura skóry na karku, ale nigdy nie patrzyłam w oczy, Twoje są szklane, boję się tego szkła. nie boję się, że je stłukę, ale że stłuczone wpadnie w kawałkach do mojego, jak lód u braci Grimm, a ja nie potrafię być Królową Lodu, co najwyżej Królewną Śnieżką albo Śpiącą Królewną, ale i tak nigdzie nie czuć tak jesienią jak w mojej sypialni. tak, tutaj. przyniosłam Ci herbaty, uważaj, nie poparz się, gorąca, oprę sobie kubek o kolana, bo wiesz, marzną mi kolana w taką pogodę i o tej porze. o czym rozmawialiśmy? a, o alkoholu, że rozgrzewa i łudzi, choć ja mam wrażenie, że bardziej od wina rozgrzały mnie i złudziły Twoje szklane oczy, ale nie wiem dlaczego i skąd to wrażenie, wrażenie.. takie słowo, prawie jak wrażliwość. myślisz, że trzeba być wrażliwym, żeby ulegać wrażeniem? wybacz, bredzę, sama nie wiem po co i dlaczego, ale lubię męskie obojczyki opierać o nie policzek i podbródek tak jak teraz. późno już, zostań na noc, co prawda mam tylko jedno łóżko, ale nie mam termosa, z którym mogłabym Cię wyprowadzić w tę zimną noc. mam dwa koce. to dobranoc, wiesz, dobrze mi w tę noc, cieszę się. nie wiem nawet dlaczego. ale... o, rozlałam herbatę, no nic, kot zliże, ja już się położę, nie krępuj się, możesz przełączyć Chopina, możemy już nie rozmawiać. co zamiast? coś wymyślisz. musisz wymyślić.
.
4 wrz 2011
2 wrz 2011
chłód porannego seksu. nadal łapiemy się jak zwierzęta. rozgrzani zeszłą nocą, ale już trochę bardziej się wstydzimy, unikamy swoich spojrzeń, udając, że przymknięte są z zaspania i rozleniwienia. patrzysz dokładnie tylko na moje piersi, wreszcie możesz im się przyjrzć, uchwycić w kadrze spojrzenia, dobrze oświetlone mlecznobiałym światłem. rozgryzamy sobie na wpół boleśnie wargi. na parapecie głośno mruczy czarny kot.
powstrzymując wstyd zostawiam Twoje ciało okryte czerwono białym kocem w kratę.
- herbaty? - pierwsze słowo, które pada w tym pomieszczeniu od kilku godzin, od "kochaj się ze mną". łapiesz mnie zębami za ramię, odrywam się uciekając w stronę kuchni. po drodze zbieram rozrzuconą bieliznę i ubrania.
- nie ubieraj się.
od poprzedniego faceta, z którym wylądowałam w łóżku usłyszałam jakże przeciwne "ubieraj się". chryste, jaka przewrotność.
zostajemy przy niemym kompromisie, okrywam się Twoim ciałem, gdy wracam z herbatą. moczysz język w ciepłym płynie i liżesz mnie po karku.
potem wychodzę do ogrodu ukraść kilka polnych kwiatów. śledzisz mnie wzrokiem, po kolana umoczoną w mgle i rosie.
zamykam za Tobą drzwi, wracasz po kilkunastu godzinach, zastajesz mnie przy herbacie, komputerze, muzyce, z włosami wysoko związanymi. zdziwiona nie pytam skąd i po co znów się tu wziąłeś.
- herbaty? - znów pytam.
a potem rozgrywamy swój teatr od tyłu do początku.
---
o I. się nie martwię, ona powinna martwić się o mnie. póki co upijamy się spokojnie. P. odwiedza mnie nocami i staje się moją dziko nabytą i przyswajaną obsesją. dziwne. K. próbuje mnie zmusić do reakcji, G. podobnie, ale ignorowaniem, R. wpadł w trans milczenia, chciałabym w tym milczeniu wypalić papierosa.
satnęłam na wysokości zadania, złowiłam sobie rybkę.
potulnie układam ciało do snu. na męskich żebrach.
powstrzymując wstyd zostawiam Twoje ciało okryte czerwono białym kocem w kratę.
- herbaty? - pierwsze słowo, które pada w tym pomieszczeniu od kilku godzin, od "kochaj się ze mną". łapiesz mnie zębami za ramię, odrywam się uciekając w stronę kuchni. po drodze zbieram rozrzuconą bieliznę i ubrania.
- nie ubieraj się.
od poprzedniego faceta, z którym wylądowałam w łóżku usłyszałam jakże przeciwne "ubieraj się". chryste, jaka przewrotność.
zostajemy przy niemym kompromisie, okrywam się Twoim ciałem, gdy wracam z herbatą. moczysz język w ciepłym płynie i liżesz mnie po karku.
potem wychodzę do ogrodu ukraść kilka polnych kwiatów. śledzisz mnie wzrokiem, po kolana umoczoną w mgle i rosie.
zamykam za Tobą drzwi, wracasz po kilkunastu godzinach, zastajesz mnie przy herbacie, komputerze, muzyce, z włosami wysoko związanymi. zdziwiona nie pytam skąd i po co znów się tu wziąłeś.
- herbaty? - znów pytam.
a potem rozgrywamy swój teatr od tyłu do początku.
---
o I. się nie martwię, ona powinna martwić się o mnie. póki co upijamy się spokojnie. P. odwiedza mnie nocami i staje się moją dziko nabytą i przyswajaną obsesją. dziwne. K. próbuje mnie zmusić do reakcji, G. podobnie, ale ignorowaniem, R. wpadł w trans milczenia, chciałabym w tym milczeniu wypalić papierosa.
satnęłam na wysokości zadania, złowiłam sobie rybkę.
potulnie układam ciało do snu. na męskich żebrach.
7 sie 2011
jeśli wiesz jak to zrobić - ruszaj.
zapadłam się w (nie)wiedzy, zbyt dobre słuchawki, zbyt mocne basy, pod TYM drzewem. oglądam wszystko na wspak.
jestem.
dlaczego Ciebie zawsze brakuje wtedy kiedy ja jestem, dlaczego jesteś gdy ja nie chcę lub nie mogę być.
tak kiepskie było to mijanie się.
zakładam szpilki do parku. jestem lżejsza niż kiedykolwiek liście uderzające podczas burzy o Twoją twarz. chciałabym powiedzieć, że zapomniałam jak pachnie Twoja skóra, ale prawdą jest, że nigdy nie zdążyłam nawet zapamiętać tego zapachu. najmniej wonne 9 miesięcy, godzina oswajania się z Twoi ciałem. nawet wiem dlaczego Cię nie polubiłam.
a teraz Ty się uśmiechasz (tego mi brakowało),
a ja wciągam kreski (to mi przeszkadzało).
jakie urocze uzupełnienie.
gówno. dla Ciebie stałam się zapracowaną anorektyczką, z migrenami, migotaniem przedsionków, problemami z krążeniem, stałam się bledsza, moje cienie pod oczami ciemniejsze, marzenia bardziej pozrywane z gałęzi.
i leżę pod tym drzewem, jak upośledzona, jak chora na mózg. dlaczego tak bardzo chcę Cię dotykać czy raczej dlaczego nigdy wcześniej nie chciałam ani trochę?
27 lip 2011
Kraina Traw
znowu odezwała się moja Kraina Traw. nieproszona, zawsze wbija mnie w rolę widza, gościa i podaje niewygodne krzesło. po bosymi stopami mam żwir z pomiędzy słabo przesianej trawy. w dłonie wbijają mi się gwoździe. wytrzymam, to tylko chwila, wytrzymam...
a potem przyjdzie nam szarżować słowem i ciałem w kompletnie innych już okolicznościach. obiecuję, że nastąpi cud.13 lip 2011
i co nas to obchodzi, że nikogo przy Tobie nie ma, że czujesz się sama, że rozpadasz się w tym mieście?
że zawsze masz jakieś problemy, że takie z Ciebie indywiduum, że nie potrafisz się dogadać nawet z najgłupszą dziewczynką w Twoim wieku, że samotnie na przerwach w pracy palisz papierosy, że znowu zaczęłaś pić kawę, że masz nadzieję na coś lepszego i po to sięgasz, po raz pierwszy w życiu?
nic nas to nie obchodzi.
teraz będzie tylko spokój.przerywany niepokojem jak tylko często to możliwe.
nie dawaj mi Pewności. daj mi Ciepło.
---
wszystko jest perspektywą eksperymentu, wolnego, frywolnego, lekkiego i jasnego.
9 lip 2011
kiedyś słowa były bardziej znaczące, muzyka była głębsza, herbata słodsza, wódka pożywniejsza, a poezja zachwycała. człowiek marzył o tym, co teraz może mieć bardzo łatwo, a mimo to zadowala się byleczym.
dotarłam dziś do takich słów, takich listów, więcej znaczących, choć niepozornie prostych i figlarnie zaczepnych. ogarnęło mnie coś na kształt zachwytu nad tym jak bliska jestem walki o to, by to wróciło.
7 lip 2011
25 cze 2011
17
znowu. niewiele trzeba było, nawet nie wiem co to było. zapaliło się. i rozpada.
wartościowanie na nowo. dlaczego ja zawsze, przez tyle czasu byłam taka głupia?
jak niewiele trzeba, żeby znowu poczuć pełnię? czy raczej - jak wiele, by być jej pewnym.
czego oczekiwałeś? to proste - niczego, bo nawet się tego nie spodziewałeś. jak i ja.
to przedziwne uczucie. okropne. wspaniałe. wreszcie coś niespodziewanego, niespodzianka, zaskoczenie.
nikomu o tym nie mówię, bo nikomu nie ufam, poza tym nikt by tego nie zrozumiał. parzą na wszysto wygłodniałymi oczami, uśmiecham się do wspomnień, do własnego ciała. zabawne, jak bardzo nie chcę o tym komukolwiek opowiadać, jak nigdy, jak nie ja.
ale w takich okolicznościach to wszystko jasne.
zapalam papierosa 'po'.
dobrze, że nikt mi już niczego nie obiecuje. znaczy obiecują, ale ja ich nie słucham. nie potrzebuję.
znowu zaczęłam pić kawę. ale z alkoholem.
gdybyś tylko wiedział dlaczego słucham tego, czego teraz słucham...
patrzę gwiazdom w oczy, ale cały czas przez chmury.
wszyscy mężczyźni mojego życia i jeszcze jeden.
19
człowiek człowiekowi szpadą, człowiek człowiekowi zdradą, LECZ...
to nie są plany wakacyjne, to są plany życiowe. wszystko zmieniam. miasto ludzi powietrze świat.
wreszcie rozumiem co to znaczy chcieć odpocząć. wsiąść do pociągu i zniknąć. zasnąć.
to chyba lepsze niż pełna alkoholizacja, chć tak samo ryzykowne, a może i bardziej.
wiem, że kiedyś też tego chciałeś. inaczej byś mi nie uciekł.
teraz ja uciekam. może za kilka miesięcy pozwolę się znaleźć,ale nie złapać.
fado na słuchawkach. wciąż ta sama melodia.
nie wiem ile to dla mnie znaczy, ale okazało się w przeciągu chwili, że więcej niż sądziłam.
znowu coś zepsułam, cholera.
chcę to naprawić, choć nie wie czy się uda. ryzykuje wszystko, ale tak naprawdę niewiele mam.
co się ze mną dzieje?
to chaos, chaos. a ja chcę po prostu co rano pić herbatę.
(kupić sobie termos!)
20
pamiętam wciąż jego, ale to już nawet nie jest sentyment.
wszystko nagle stało się tak proste i oczywiste. nie muszę nadużywać, by..
21
najlepszym słowem, które to określi będzie czułość. konkretniej: zaspokojenie głodu czułości.
i co teraz? czy jestem na tyle wariatką?
boże, mam dość tego miasta, zabierzcie mnie stąd. to cela. klatka.
chcę spojrzeć w niezbadane i niekończące się przy horyzoncie. chcę herbatę z termosa i tanie czerwone wino. chcę uśmiech i piasek.
daj mi. albo nie, ja dam Tobie.
(Madredeus - O Pastor; jak pięknie).
tym razem przynajmniej nie skończy się gorzko.
znowu. niewiele trzeba było, nawet nie wiem co to było. zapaliło się. i rozpada.
wartościowanie na nowo. dlaczego ja zawsze, przez tyle czasu byłam taka głupia?
jak niewiele trzeba, żeby znowu poczuć pełnię? czy raczej - jak wiele, by być jej pewnym.
czego oczekiwałeś? to proste - niczego, bo nawet się tego nie spodziewałeś. jak i ja.
to przedziwne uczucie. okropne. wspaniałe. wreszcie coś niespodziewanego, niespodzianka, zaskoczenie.
nikomu o tym nie mówię, bo nikomu nie ufam, poza tym nikt by tego nie zrozumiał. parzą na wszysto wygłodniałymi oczami, uśmiecham się do wspomnień, do własnego ciała. zabawne, jak bardzo nie chcę o tym komukolwiek opowiadać, jak nigdy, jak nie ja.
ale w takich okolicznościach to wszystko jasne.
zapalam papierosa 'po'.
dobrze, że nikt mi już niczego nie obiecuje. znaczy obiecują, ale ja ich nie słucham. nie potrzebuję.
znowu zaczęłam pić kawę. ale z alkoholem.
gdybyś tylko wiedział dlaczego słucham tego, czego teraz słucham...
patrzę gwiazdom w oczy, ale cały czas przez chmury.
wszyscy mężczyźni mojego życia i jeszcze jeden.
19
człowiek człowiekowi szpadą, człowiek człowiekowi zdradą, LECZ...
to nie są plany wakacyjne, to są plany życiowe. wszystko zmieniam. miasto ludzi powietrze świat.
wreszcie rozumiem co to znaczy chcieć odpocząć. wsiąść do pociągu i zniknąć. zasnąć.
to chyba lepsze niż pełna alkoholizacja, chć tak samo ryzykowne, a może i bardziej.
wiem, że kiedyś też tego chciałeś. inaczej byś mi nie uciekł.
teraz ja uciekam. może za kilka miesięcy pozwolę się znaleźć,ale nie złapać.
fado na słuchawkach. wciąż ta sama melodia.
nie wiem ile to dla mnie znaczy, ale okazało się w przeciągu chwili, że więcej niż sądziłam.
znowu coś zepsułam, cholera.
chcę to naprawić, choć nie wie czy się uda. ryzykuje wszystko, ale tak naprawdę niewiele mam.
co się ze mną dzieje?
to chaos, chaos. a ja chcę po prostu co rano pić herbatę.
(kupić sobie termos!)
20
pamiętam wciąż jego, ale to już nawet nie jest sentyment.
wszystko nagle stało się tak proste i oczywiste. nie muszę nadużywać, by..
21
najlepszym słowem, które to określi będzie czułość. konkretniej: zaspokojenie głodu czułości.
i co teraz? czy jestem na tyle wariatką?
boże, mam dość tego miasta, zabierzcie mnie stąd. to cela. klatka.
chcę spojrzeć w niezbadane i niekończące się przy horyzoncie. chcę herbatę z termosa i tanie czerwone wino. chcę uśmiech i piasek.
daj mi. albo nie, ja dam Tobie.
(Madredeus - O Pastor; jak pięknie).
tym razem przynajmniej nie skończy się gorzko.
9 cze 2011
28 maj 2011
znowu zasypiam. znowu potrafię się budzić. uwierz.
miałabym wszystko gdybym tylko potrafiła wyleczyć się z tego masochistycznego strachobólu.
chciałabym wyśpiewywać to poranne dance me to the end of love z prawdą na ustach.
przy Tobie jestem bardziej Kobietą, mam własne fanaberie. rzuciłam w Ciebie świecznikiem, skończyło się siedmioma szwami.
męczę sąsiadów głębokimi basami. tańczę w burzy.
podoba mi się teraz.
chcę więcej. albo nie czuć wreszcie nic.
miałabym wszystko gdybym tylko potrafiła wyleczyć się z tego masochistycznego strachobólu.
chciałabym wyśpiewywać to poranne dance me to the end of love z prawdą na ustach.
przy Tobie jestem bardziej Kobietą, mam własne fanaberie. rzuciłam w Ciebie świecznikiem, skończyło się siedmioma szwami.
męczę sąsiadów głębokimi basami. tańczę w burzy.
podoba mi się teraz.
chcę więcej. albo nie czuć wreszcie nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

