.

.

20 gru 2009

PJ Harvey.

bywa ciężej. prawda?
nadgarstki z niebieskimi żyłami grzanymi pod strumieniem gorącej wody.
gdybym chciała pewnie by wcale nie bolało.
patrzy na mnie maszynka do golenia. przypominają mi się Jej słowa: 'wystarczy podważyć nożyczkami, tak, żeby z jednej strony wystawało ostrze. (...) rany do szycia'.
śmiech roznoszący się wśród kafelkowych ścian.
kiedy przyszła odwaga odeszły powody.
dochodzi do mnie jasno, że mam po co żyć.
choć to tak dalekie. i takie niepewne.
ale jest.

usmiecham się sama do odbicia w zaparowanym lustrze.






Is this Desire?




 
nudy ciąg dalszy.
czekam na propozycje.

19 gru 2009

7. Symfonia Beethovena.

wczoraj:

oddech przechodzący przez przełyk, przeciskający sie pod mostkiem.
wpływający do płuc. wraz z dymem.
glowa bezwładnie zwisająca z łóżka, nagie ciało pod pościelą, pusta butelka po winie, przewrócony kieliszek, to chyba kac.
tak się budzę dziś.
herbata i papieros potrafią czynić cuda.
patrzę na zegarek: 15:47. i ani jednego słowa. ani od Ciebie, ani od nikogo.
przespałam znów dzień.
kiedy udaje mi się poukładać myśli siadam nad encyklopedią biologicznąi próbuje się uczy.
co z tego, że próbuję, skoro wtedy wlaśnie wchodzisz do mojej głowy i robisz zamęt.
uśmiecham się do własnych marów.
grzebię w kieszeniach. znajduję papieros, w portfelu, dwa dni temu od Tomasza (kocham Cię, Tomek!), zapalam i po chwili już nawet nie myslę o tym, że miałam się uczyć.
każde zaciągnięcie się za każdy sen, za każdy dotyk, ża każdą bolesną pobudkę.
może nie jestem konwencjonalna, ale nie jestem też oryginalna.

odbicie w lustrze i wanna pełna gorącej wody.


dzisiaj:


i że sny nie są prawdziwe, tak mówił.
przekonaj mnie, proszę, że kłamał.





16 gru 2009

issues


podpalanie papierosa.


zdjęcia te oznaczają, jak bardzo mi się nudzi samej w domu.

..and I need.

nim znajdę odpowiednie słowa, wybacz, potrafię wiele gadać bez sensu.
może już zauważyłeś.
nic nie poradzę na to czego słucham przed snem.
siedzisz w moim mózgu i pukasz w czaszkę od wewnętrznej strony.
nasłuchuję czy woda w czajniku na herbatę się zagotowała.
biała pościel i jedna czerwona poduszka.
wypadające włosy.
zapach herbaty.
beznadziejny ból brzucha.
-
archiwum może być lekiem na zły humor.
chodzę po domu i śpiewam, a naprawdę nie zdarza mi się to często.
dobrze, że nie umiem fałszować inaczej współczułabym swoim sąsiadom.
jest dobrze, jest naprawdę dobrze.
skończyły mi się perfumy.
spierzchły mi usta.
pada śnieg. jest okropnie zimno.
ale jest herbata, jest telefon i jest dobrze.

i tak dobrze posłuchać Świetlików (tu pozdrowienia dla Tomasza U.)
miło. potem wchodzi Indukti (tu pozdrowienia dla Patryka P.)
czasem Velvet Acid Christ (pozdrowienia dla Macieja Z.,chociaż fajnie by było napisać, że V.)
i czasem Katatonia (pozdrowienia dla Andrzej S.,choć ajnie byłoby napisać, że R.)
jestem nienormalna.

'PONAD TO TY JESTEŚ, A CIEBIE NIKT MI NIE ZABRONI'

dobrze jest. prawda, że dobrze? prawda? no powiedz, bo zwariuję.

(i po co On patrzy na mnie takim bezsensownie rozlanym wzrokiem.przecież nic nie brałam, to tylko papieros, nie to tylko Jego oczy, one takie są, one zawsze takie były, zawsze takie będą, On nie umie patrzeć inaczej, zawsze patrzy tak, tylko kiedy, kiedy wreszcie przestanie mnie to boleć, przestanie mi przeszkadzać, kiedy przestanę zwracać na to uwagę, i kiedy bedę potrafiła szczerze się roześmiac. pustym śmiechem. no, kiedy? zawsze tu był i zawsze będzie. cholera..)

Świetliki-Olifant.
-
zauważę słońce w Twoich oczach, chociaż wokół będzie całkowita ciemność.
zauważę. i pokocham.
albo mi się wydawało, albo obudziło mnie dzisiaj Twoje westchnięcie.

pewnie mi się wydawało. szkoda.








15 gru 2009

herbata Lychee i zamarznięte tramwaje.

coś, co się śniło raz, nie przyśni się już więcej.
szkoda.

wiesz, że niezakłócona Twoim oddechem cisza jest głucha?
lubię się budzić z tym szelestem pościeli, kiedy chowam się w Ciebie.
to odruch bezwarunkowy, który absolutnie pokochałam.
pierwsza poranna herbata. ciepło w Twoich oczach.
pierwszy poranny papieros.
palę, bo nie mam trudności z oddychaniem.
czasem tylko, kiedy nikogo nie ma, gdy się budzę w śrdku nocy,
łapię się na bezdechu i wystawiam głowę za okno, minus dziesięć stopni, i zaczynam oddychać.
pewnie mi się tylko wydawało, że to bezdech.
przecież jesteś tutaj cały czas.

już z kubkiem herbaty, tym pierwszym porannym.
przemawiam do Ciebie, jak przemawiałabym do kota. gdybym miała kota.
ale milczę. świat czasem spogląda na mnie z pogardą.
zwłaszcza On. wiesz jakie On ma spojrzenie?
płakać by mi się chciało przy normalnym stanie rzeczy,
ale teraz chce mi się tylko śmiać.
po prostu wykrzywiam usta, a potem zapominam, otumaniona kolejnym papierosem.

On nie umiałby być moją ciszą.
i chyba po raz pierwszy w życiu mnie to cieszy.

wiesz, śniły mi się pociągi.
to chyba dobry znak.


nie wiem dlaczego redaguję to jako bezpośredni zwrot do Twojej osoby.
tak jest chyba prościej, bo ostatnio w myślach tylko do Ciebie przemawiam.

ambient z głośnika.
[Murcof-A Lesson For The Future Farewell To The Old Ways. 2:30-4:40]
[Murcof-Rostro]
[Murcof-Ulysses (Fax Mix)]





lubię się obracać w nicości
jak mała dziewczynka w swojej pierwszej letniej sukience
a potem, że niby jak ten Feniks, z uśmiechem na ustach,
otrzepuje się z nicości,
z letniej sukienki do nagości
i ubrana tylko w smak papierosa zasypiam.
bo ja jestem jak mała dziewczynka.m tylko troche bardziej wyuzdana.
nie, to nie jest dobre słowo. perwersyjna? może lepiej. nie wiem.

dawno nie czytałam o światach, których nie ma.
opowiem Ci o nich, kiedy je sobie tylko wymyslę.
ale teraz, proszę, pozwól mi mysleć tylko o Tobie.
a Ciebie sobie przecież nie wymyśliłam.
prawda, że jesteś? prawda?
(mała dziewczynka, której ojciec nigdy nie opowiadał żadnych historii przed snem,
a jednak nie umie zasypiać w ciszy).

przed snem wrócę do Beethovena. i do Rachmaninowa. i Mendelssohna.


14 gru 2009

Louis XIV's Demons






to ja pójdę zapalić.


wystarczy Cię włożyć pod kołdrę i robi się dobrze.
jak z czekoladą w ustach lub dymem papierosa.
nie. lepiej.

będąc Sobą odstraszę Cię znowu na drugi brzeg.
zmienie się, 
jeśli tylko chcesz.


i jak tylko chcesz.


13 gru 2009

papieros. z herbatą.





znajdź mnie
przyjdź
masz ciepłe usta schowane pod szalikiem
cicho cicho
bo znowu w siebie wsiąkniemy
i już ans nie wyciągną.


z dedykacją dla Tego Pana,
który mieszkał dzisiaj w moim kubku z herbatą i grzał mnie w dłonie.
i się do mnie uśmiechał.
tak, tak. do Ciebie.
jedyny mężczyzno, (prawie) w moim życiu.


zima, a arbuzy w mojej głowie.








dziesięć razy piękniejsze sny.




12 gru 2009

ten sen


zajęte istnienia.
półsenne rozmowy.
podziękowania, ale bez słów.


tak jak byłoby nam najprościej, tak jest najtrudniej, bo niemożliwie.






poranek przy kawiarnianym stoliku, z Eljotem przed oczami.
płatki beznadziejnie radosnego śniegu wpadające przez uchylone okno do mojej herbaty.
ostatni papieros z takim namaszczeniem.
za oknem radosna sobą i śniegiem para w płaszczach i bez parasoli.

coś przychodzi niepytane, nieoczekiwane.
zatapiam się w tym czymś.
za niedługo mnie całkiem wsiąknie.