.

.

10 gru 2009

podatna na mgły dotyk

tanie wino, przemoczone buty i samotny spacer brzegiem Rudawy.
taniec pożegnalny jesieni. [massive attack-teardrop]

upicie moje mieszka nad tym brzegiem, samą granicą.
szaleństwo treści w prostocie formy.
wydmuchuję z siebie dym papierosa. niezbyt gęsta, riozcieńczona mocno O2 chmura wpływa do oczu powodując wyciek łez po twarzy.

jeśli przegrałam kilka pierwszych bitew to jak badzo marne są szanse na wygrania całej wojny?
pytasz jak się czuję. udajesz zatroskanego. po czym, nie czekając na odpowiedź opowiadasz o sobie.
nawet nie umiem już czuć się żałośnie. po prostu śmieję się, gdy jest mi źle.a potem udaję, że zapomniałam.
bo w życiu, skarbie, można grać.
trzeba to potrafić.
ale tylko Tobie powiem, tak cicho, szeptem, na ucho, całą prawdę.
a gdy mnie zranisz, to po prostu upadnę.
wtedy szanse na wygranie tej wojny po prostu znikną.

jesteś moim celem, bo ja jestem Twoim celem.
i odwrotnie.

a zaspokojenie przyjdzie we właściwym momencie.












znasz to uczucie, kiedy zasypiasz ze spokojem i bezpieczeństwem?
moje wszystko.

teraz jestem już tylko taka.
podatna ma mgły dotyk.
Ty jesteś tą mgłą.

zasunięte zasłony.
herbata i dźwięki.

spokojna w sobie.
nowy spokój. nauka spokoju.





9 gru 2009

sen wariata

8XII
Teufel

cisza kwili, choć tego nie słyszysz. jesteś zbyt duszny. w powietrzu, które wydychasz można skrobać paznokciem.
w twardej drewnianej orzechowej skorupie. stare zwiędniete płatki kwiatów bez woni.
i tak czasem na mnie spoglądasz.
z litością i politowaniem, patrzymy na siebie nawzajem.
oboje tak niewiele warci.
usycham jak motyl, który przestał się poruszać po zderzeniu z szybą i leży na parapecie między popielniczką a Wojaczkiem.
jestem ciałem, które się jeszcze nie obudziło.
pora roku herbacianym smakiem przypominająca czyjeś przedawnione pocałunki, zapachem betonu wspominająca o duszności i upojeniem akoholowym-o tak niedalekich krainach, które się rozpadły. pora roku pozornie spokojna i pozornie nic nie przynosząca. noga po kolano w kałuży i pijany śmiech.
jeszcze o tym nie wiesz, ale jesteś strzępkiem moich nerwów, z którymi sobie możemy nie poradzić.
''oddam Ci ciało i to o czym nie wiesz (...)''.
''zaufaj mi, byłam tam nie raz (...)''.
trochę mnie nie ma w sobie, wiesz o tym, pamiętasz.
jestem wtedy gdzieś z Tobą.
krainy nieznane, odkrywane poprzez smak skóry, zapach zaufania i dźwięk czyjegoś uśpionego, pełnego bezpieczeństwa oddechu.


[Teufel- po niemiecku: diabeł. Nazwa gatunku motyla o charakterystycznych czarnych skrzydłach; żyje w piwnicach i tunelach, z daleka od światła; jego cykl życia trwa czternaście dni; przed śmiercią zagrzebuje się w gruzach wraz z jedną z swoich larw, którą w momencie agonii pożera; po trzech dniach wylęga się nowa larwa;zmartwychwstaje. Najprawdopodobniej wymysł autora, C.R.Zafona.]

wspominanie dzieciństwa. zapach mokrej trawy wpływający do nozdrzy, odwrócona do góry nogami głowa, jasne włosy zamiatające podwórko z jesiennych liści, małe dłonie zaciśnięte na chłodnej rurce blaszanego trzepaka.  drzewa oglądami koronami w dół, gałęzie wbite w gąbczastą strukturę nieba.

''bo męska rzecz-być daleko,
a kobieca-wiernie czekać (...)''

Martyr
krzykliwość spojrzenia.
nauka chodzenia od początku.
jesteś moim piekłem. mam dość patrzenia na Twoją zgryźliwą twarz.
uczę się spotykać spokój, radość i szczęście, uczę się podlewać Twoją beznadziejność.

tylko dlaczego do chuja nadal potrafię tak stać godzinami i patrzeć się na to pozorne nic?!
dlaczego jesteś wciąż obecny w tym co sama w końcu zbudowałam, teraz buduję znów sama, znów od początku.
i znów budzę się z Twoim wzrokiem utkwionym w moje plecy.
i nadal duszę się dopóki nie zapalę.
owszem lubię to, lubię jak patrzysz, jak kpiąco patrzysz, jak parzysz palce, niby przypadkiem.
nie umiem się z Toba pożegnać. nie po tylu latach.
będę udawała. i będę lepszą aktorką od Ciebie.
zobaczysz w moich oczach to, co ja kiedys zobaczyłam w Twoich.
i mało obchodzi mnie teraz to na ile się zniszczę. może dlatego, że robię to teraz ja, a nie Ty.
Ty już nic nie możesz z tym zrobić. chyba, że chcesz poczuć moją pogardliwą ślinę na swoim czole.
napatrzyłam się na swoją własną krew przez tyle lat.
tak wiele i tak nic jednocześnie znaczącą.
znam te wszystkie zapachy, pamiętam zapach każdego dnia, każdego dnia z tych 52 miesięcy.
zapach każdej godziny.
położenie słońca na niebie.
i nie pamiętam tylko swoich wspomnień. pamiętam też Twoje.
nie pieprzę, że Cię znam.
ja po prostu znam siebie.
a to Ty jesteś poniekąd moim twórcą.

teraz się podnoszę.
przekazałam dłuto komuś innemu.
lepi mnie z innej, trwalszej gliny.
nie tworzy mnie ze złościa.
uczy cierpliwości.
nie wiem czy ufam mu, ale teraz już ufam sobie.
mogę upaść tak nisko jak Ty i odbić się wyżej niż jesteś teraz w kilka sekund.
kwestia wprawy.

nie jedno piekło widziałam. w niejednym byłam.
niejedno stworzyłam.
mógłbyś się ode mnie uczyć.

9XII
filmy Lyncha.
w snach spotykam bohaterów filmów Lyncha.
za dnia też spotykam jakieś inne światy. inne wartości.
witryny odbicia.

pierwszy papieros za dnia.
pierwszy dym w ustach.
obudził się we mnie nieznany dotądm pedantyzm. z tym, że choatyczny pedantyzm.

i smieję się sama z siebie.

'Stała jak wariatka przy tym otwartym oknie.
Jak wariatka, która zaraz skoczy. Poleci razem z nią ten niedopalony papieros.
I kubek z herbatą.
Herbata rozleje się po  drodze, a kubek rozbije na chodniku. Kto szybciej spadnie?
Wariatka,
czy
kubek?'





6 gru 2009

Puccini-Bohema

ah, i jeszcze jedno.
zagryza mnie niecierpliwość, a ja zagryzam ją, i tak zagryzamy się nawzajem i zagryzać będziemy dopóki.. no właśnie, dopóki co?
przyjdź i ugryź mnie Ty.


wczoraj stałam na tym moście jak nienormalna, jak infantylna infantka, w myślach słonecznik muskał Twój nadgarstek.







zapomniałam już jak to jest połykać Słońce.







Lakmé

każdy mężczyzna był gotowym produktem. ten może być poniekąd moim tworem.
-jakie to uczucie całować kogoś, kto nigdy nie całował?
dotykam tych mokrych, wilgotnych warg, w palce wbijają mi się ostre zęby. Jego lodowate dłonie szukające ciepła na mojej skórze, osłaniające piersi, przemierzające brzuch. ciepło Jego oddechu na moim obojczyku, coraz szybszego oddechu, coraz płytszego. jaka rozkosz budzić się w takim towarzystwie. jaki ból zdawać sobie chwilę potem sprawę z sennej ułudy.




pastela Mistrza.




zakochałes się w Kobiecie. puchu marnym.
przeszyłeś Jej usta zębami smaku lodu. pieściłeś Jej ciało wzrokiem chłodnym jak strumień deszczu. omiotłeś Jej uszy głosem wypowiadającym słowo: kocham. a potem schowałeś w swych dłoniach.
możesz zetrzeć z siebie ślad Jej czerwonej szminki i strzepnąć tkwiący w Tobie Jej wzrok.
jestem Kobietą. puchem marnym.
możesz zrobić ze mną wszystko.

5 gru 2009

studium

Moje ciało, cierpliwe wpierw, teraz już cierpi
Z powodu wspaniałości swej, rozrzutnie zbędnej,
Kiedy Ty sobie, oczy przymrużając, każesz
Nie patrzeć, lecz oglądasz jakby ciało zmarłej.
I już przykrą rzeczowość swoich piersi czuję-
Wiem: bez Twego zachwytu ciało jak bukiet,
Z którego wyparował zapach spadły płatki.
Już, nagle zawstydzona, krew we mnie się garbi.
Lecz ufając, że Ty mnie umyślnie nie krzywdzisz,
Powściągam się, by gestu żadnego nie czynić:
Nie rozumiem, gdy mówisz coś na temat próchna.
Pozwalam ciału świecić dalej jak żarówka
Nieprzymrużonym blaskiem, ale już się waham,
Czy nie byłoby lepiej nagle się rozpłakać. 



Pandora's Box

''-Kocham Cię-mówił, patrząc na nią. Głaskał jej włosy. Przytulał. Pieścił, kochał się z nią i znów powtarzał: ''Kocham Cię''.
Katarzyna T.Nowak

zawierucha w środku.
oddech na karku.
zęby-pinezki, dotykajace skory.
dłonie, chłodne, lodowate, pokrywające skórę.
szelest poscieli.
poranek.


a potem tylko herbata, papieros i powrót do zadziwiająco jednak pustej pościeli.