przegrzany laptop zniszczył mi właśnie całą Urszulkę Kochanowską (psia jej mać).
nie chce mi się starać, przecieram oczy i mija kolejnych kilka godzin.
spojrzenia, których nienawidzę, zaraz potem te, przez które przechodzą mnie dreszcze, na końcu te, których nie chciałabym kochać, wystarczy mi je pożądać.
poranki krzykliwe. na parapecie, w białej koszuli, z papierosem, jak po mężczyźnie.
uśmiecham się do Niego. coś, co powoduje, że maczam w przeróżnych napojach koniuszek języka, przełykam je, a potem przewracam się na ulicach. coś, w czym nie jestem przecież sama. przewieszanie się przez ogrodzenia, wyciąganie do siebie rąk, śmiech na głos, to budzi we mnie chęć ucieczki.
nie zawsze potrafię się tak bardzo ironicznie śmiać.
.
11 cze 2010
9 cze 2010
Panic Room
żeby być dokładną, to nawet dobrze się czuję z tym wszystkim, dopóki mam papierosa w ustach.
no, powiedzmy, nie najgorzej.
w godzinach wczesnoporannych zakopuje się w pościeli, i nie ma mnie, mimo dokuczających skurczów mięśni nóg. to chyba przez ten wypłukany z organizmu magnez. wlaściwie wiele z mojego organizmu ostatnimi czasy się wypłukuje. chociażby niepewności na zmianę z upewnieniami.
nie atakuje mnie panika tylko ostry, ironiczny śmiech.
przeciez nie trzeba do tego być mężczyzną. w dodatku ja nadal lubię patrzeć w niebo nocami.
no, powiedzmy, nie najgorzej.
w godzinach wczesnoporannych zakopuje się w pościeli, i nie ma mnie, mimo dokuczających skurczów mięśni nóg. to chyba przez ten wypłukany z organizmu magnez. wlaściwie wiele z mojego organizmu ostatnimi czasy się wypłukuje. chociażby niepewności na zmianę z upewnieniami.
nie atakuje mnie panika tylko ostry, ironiczny śmiech.
przeciez nie trzeba do tego być mężczyzną. w dodatku ja nadal lubię patrzeć w niebo nocami.
4 cze 2010
Honeythief.
pytania o możliwości. słowa zaschnięte w betonie przy brzegu ulicy, tam, gdzie rzyga nastoletnia alkoholowa bohema. my już jesteśmy za starzy, prawie dorośli, namoknięci brakiem odpowiedzialności; śpiewy dzieci w komunikacji miejskiej i szelest worków na śmieci. kawa z pianką rano raz i papieros w ustach, jego syk. i czasem zażywamy środki psychoaktywne i słuchamy przy tym dark ambientu, myśląc o tym, jak bardzo pogrążamy się we własne myśloczyny. patrzymy przez okno o 04:42 na zegarku, wypadamy przez to okno i zderzamy się z chodnikiem. czeszemy włosy, tuszujemy rzęsy załzawionych oczu, rozszerzone źrenice
wtapiamy się wraz z igłą w winylową płytę. głaszczemy się po rozżarzonych chłodem obojczykach.
tak spędzamy chwile nocne, kiedy wszystko zaczyna nas nudzić na tyle, że sięgamy do tej właśnie szuflady.
potem wracamy do nieswoich mieszkań, pijemy herbatę, kochamy się ze sobą wzajemnie, wpadamy na dworce, czytamy książki, palimy nieswoje papierosy, słuchamy smutnych piosenek i wąchamy czyjeś nadgarstki. oczy wpatrujące się w nas są tak ciemne, że prawie czarne, są usmiechnięte, usmiechnięte, ale nie do nas, tylko do mnie. tylko do mnie.
oczy wyschnięte na pył w tym momencie, podczas kiedy ja wciąż szukam w innych tamtego uśmiechu, tamtej ufności, tamtej chłopięcej radości. szukam tego, a od czasu do czasu wpadam do szuflady, po to, żeby wylecieć oknem i zderzyć się z chodnikiem, choćby raz na kilka miesięcy, nawet raz na rok.
codziennie za to pozwalam innym na kierowanie za mnie - nie umiem przejmować inicjatywy, chyba nigdy. i nawet gdy przejmują chwilową kontrolę nad moim ciałem, nie jest to kontrola pełna - odczuwanie bowiem jest świadoma, a świadomość ta należy tylko do mnie. i cokolwiek nie powiesz, to właśnie dlatego na to im pozwalam. eksperymentuję, zapisując w sobie każde ich westchnienie odbite od moejj skóry. i cho nie są tego wart, ja też nie jestem. poza tym - nie jesteśmy do tego zdolni by to oceniać. odczuwanie jest najlepszą naszą cechą.
postanowiłam wypłynąć z tym na powierzchnię.
tam na górzę zapalę znowu papierosa i wypije butelke ruskiego szampana Igristoje, żeby świętować swoja wolność, emocjonalną wolność, i myślę, że właśnie Ty tę wolność, czarnooki, powinieneś mi najbardziej z nich wszystkich wybaczyć. tę wolność, te eksperymenty, te wszystkie oddechy, obce naskórki, sztuczne bliskości. wybaczyć, skoro możesz nadal uszczęśliwiać. minęło już sporo czasu. a spowiadać się nie zamierzam, bo bóg mi chyba nie pomoże.
zalewam się deszczem, zaciągam szlugiem, wypijam ósmą kawę (nie żebym cztery dni temu mówiła, że nie lubię kawy) i choć marzę o pościeli to nie idę przecież spać.
3 cze 2010
2 cze 2010
.
nie wiem skąd się to wzięło, ale wypala we mnie dziurę.
może dlatego, że to ogień, a może dlatego, że się gnije.
taka już ludzka zachłanność.
' p o w i e d z i a ł m n i e ż y c z l i w y ,
ż e b y w a ł a ś ł a t w a .
s k o r o ł a t w a b y w a ł a ś ,
t a k m a r t w ą s t a ć s i ę m u s i a ł a ś .'
może dlatego, że to ogień, a może dlatego, że się gnije.
taka już ludzka zachłanność.
' p o w i e d z i a ł m n i e ż y c z l i w y ,
ż e b y w a ł a ś ł a t w a .
s k o r o ł a t w a b y w a ł a ś ,
t a k m a r t w ą s t a ć s i ę m u s i a ł a ś .'
dłonie
Patrzę ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Patrze ja na moje twoje
Twoje moje, moje twoje
Moje dłonie ujmą twoje
Po co głupie toczyć boje
Gdy zaciskam dłonie moje
To zaciskam dłonie twoje
Takie dłonie nie są moje
Takich dłoni ja się boję
Gdy zaciskasz dłonie swoje
To zaciskasz dłonie moje
Takie dłonie nie są twoje
Takich dłoni też się boję
Gdy zacisnę dłonie twoje
Wtedy krwawią usta moje
Krwawią usta, usta twoje
Gdy zacisnę dłonie moje
Krzyczą usta, usta moje
Nie będziemy nigdy twoje
Krzyczą usta, usta twoje
Nie chce byście były moje
Patrze ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Moje twoje, twoje moje
Moje dłonie chcą być twoje
Nasze wasz, nasze wasze
Dłonie nasze chcą być wasze
Patrze ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Moje twoje, twoje moje
Moje dłonie chcą być twoje
Nasze wasz, nasze wasze
Obie nasze chcą być wasze
Dłonie nasze chcą być wasze
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Patrze ja na moje twoje
Twoje moje, moje twoje
Moje dłonie ujmą twoje
Po co głupie toczyć boje
Gdy zaciskam dłonie moje
To zaciskam dłonie twoje
Takie dłonie nie są moje
Takich dłoni ja się boję
Gdy zaciskasz dłonie swoje
To zaciskasz dłonie moje
Takie dłonie nie są twoje
Takich dłoni też się boję
Gdy zacisnę dłonie twoje
Wtedy krwawią usta moje
Krwawią usta, usta twoje
Gdy zacisnę dłonie moje
Krzyczą usta, usta moje
Nie będziemy nigdy twoje
Krzyczą usta, usta twoje
Nie chce byście były moje
Patrze ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Moje twoje, twoje moje
Moje dłonie chcą być twoje
Nasze wasz, nasze wasze
Dłonie nasze chcą być wasze
Patrze ja na dłonie moje
Dłonie moje też są twoje
Moje są też dłonie twoje
Patrze ja na dłonie twoje
Moje twoje, twoje moje
Moje dłonie chcą być twoje
Nasze wasz, nasze wasze
Obie nasze chcą być wasze
Dłonie nasze chcą być wasze
---
rad head.
Ivan Olinsky
Gustav Klimt
János Vaszary
Tony Allain
Charlotte Sometimes
Henri de Toulouse-Lautrec
Amedeo Modigliani
1 cze 2010
.........
korzystając z tych kilku minut, które mam teraz, powiem, że tak naprawdę mało mam do powiedzenia tego, co można by zaszyfrować.
.......................................................................
29 maj 2010
bvsc.
!!!
04:58
bredzę. nic nie umiem bardzo.
[poranki nie są nasze, nawet poranki nam ukradli.]
znane uczucie dotyku chodnego metalu na plecach, potem opieram się o ścianę i, nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiejąc, staram się nie przejmować jak najbardziej. analiza jest moim wrogiem.
---
05:36
dobra, to była to niemiła część. teraz napierdalam przy hate is mine wumpscuta i przypominają mi się dworcowe usmiechy, prymitywne zachowania ludzi naokoło i to, jak bardzo.
powoli cofam myśli w czasie, potykam się o te kilka ostatnich lat, potem skupiam na ostatnich miesiącach, na końcu-na ostatnich tygodniach.
z sekundy na sekundę mam coraz większą ochotę na deja vu.
no i na papierosa. papierosa, dobra rzecz, przydałby się teraz.
nie wiem czy czuję głód, nie wiem czy czuję stres, nie wiem, czy mam w szafie czarne rajstopy, nie wiem czy zrobić sobie herbatę, nie wiem ile panadolu zażyć.
najchętniej zakopałabym się w pościeli, pozwoliła sobie na sen.
04:58
bredzę. nic nie umiem bardzo.
[poranki nie są nasze, nawet poranki nam ukradli.]
znane uczucie dotyku chodnego metalu na plecach, potem opieram się o ścianę i, nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiejąc, staram się nie przejmować jak najbardziej. analiza jest moim wrogiem.
---
05:36
dobra, to była to niemiła część. teraz napierdalam przy hate is mine wumpscuta i przypominają mi się dworcowe usmiechy, prymitywne zachowania ludzi naokoło i to, jak bardzo.
powoli cofam myśli w czasie, potykam się o te kilka ostatnich lat, potem skupiam na ostatnich miesiącach, na końcu-na ostatnich tygodniach.
z sekundy na sekundę mam coraz większą ochotę na deja vu.
no i na papierosa. papierosa, dobra rzecz, przydałby się teraz.
nie wiem czy czuję głód, nie wiem czy czuję stres, nie wiem, czy mam w szafie czarne rajstopy, nie wiem czy zrobić sobie herbatę, nie wiem ile panadolu zażyć.
najchętniej zakopałabym się w pościeli, pozwoliła sobie na sen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









